Jak wychować dziecko, aby było szczęśliwym dorosłym?

_dsc4775 by .

 

Pamiętacie pierwsze dni po urodzeniu dziecka? Ja pamiętam doskonale. Nagle znalazłam się w zupełnie nowej rzeczywistości. Będąc w ciąży zakładałam, że po porodzie jakoś to będzie, damy sobie radę. Przecież to tylko dziecko. Ale gdy zobaczyłam te małe oczy wpatrujące się we mnie, dotarło do mnie, że to ode mnie zależy, jak będzie wyglądało jego dorosłe życie. No i się zestresowałam. Przez pierwsze tygodnie byłam kłębkiem nerwów. Musiał to zauważyć mój ginekolog. Postawił mnie wtedy trochę do pionu i powiedział słowa, którymi kierowałam się przez kolejne lata:

Pani Wioleto, pani jest matką. Pani na pewno mu krzywdy nie zrobi. Proszę zaufać swojej intuicji.

Właśnie tym kierowałam się wychowując moje dziecko – intuicją. Wiedziałam, że są różne szkoły wychowywania, a czasami nawet wręcz tresury dzieci. Starałam się nie czytać o nich, nie mieszać sobie w głowie. Czasem podczas czytania różnych blogów natrafiałam na wpisy poruszające tematy wychowawcze. Zastanawiałam się wtedy, skąd ci blogerzy wiedzą, czy robią dobrze. Czy nie boją się brać na siebie odpowiedzialności za dawanie wychowawczych rad innym rodzicom? Przecież świadectwo ich poczynań wystawi im dziecko dopiero za kilkanaście lat. Dlatego postanowiłam sobie wtedy, że na moim blogu nie będzie wpisów poruszających tematy wychowawcze. Dziś jednak trochę się wyłamię ze swojego postanowienia. Co prawda nie chcę Was nawracać, ani wskazywać jedynej słusznej drogi, a jedynie zasugerować, żebyście przyjrzeli się pewnym duńskim aspektom wychowawczym.

Dlaczego akurat duńskim?

Począwszy od 1973 roku, Dania wybierana jest przez OECD (Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju) krajem, którego mieszkańcy są najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Jak myślicie – w czym tkwi sekret duńskiej szczęśliwości? Oczywiście w ich podejściu do wychowania, które przynosi znakomite rezultaty. Dzieci szczęśliwe, odporne psychicznie, mające poczucie bezpieczeństwa emocjonalnego wyrastają na odpornych psychicznie, stabilnych emocjonalnie, szczęśliwych dorosłych, którzy stosują te same metody wychowawcze wobec swoich dzieci. Podsumowując – szczęśliwe dzieci wyrastają na szczęśliwych dorosłych, którzy wychowują szczęśliwe dzieci.

Ale dlaczego Właśnie Dania? Przecież np. w takich Stanach Zjednoczonych można poczuć, że ma się świat u swych stóp. Dlaczego nie wzorować się na Amerykanach, tylko na jakimś niewielkim nadbałtyckim kraju? A choćby dlatego, że w USA obecnie trwa epidemia stresu, którą fundują dzieciom właśnie ich rodzice. W latach 2005-2008 użycie antydepresantów wzrosło o 400 procent. Rodzice amerykańscy są bardzo ambitni. Niestety nie tylko w stosunku do siebie, ale również w stosunku do swoich dzieci. Jedni i drudzy odczuwają silną presję wykazywania się czymś przed innymi. To popycha do ciągłego rywalizowania i dążenia do odniesienia sukcesu do tego stopnia, że w dorosłym życiu nic ich nie cieszy.

Swobodna zabawa odgrywa decydującą rolę w rozwoju dziecka

nie-chwal-dziecka-przed-zachodem-slonnca by .

W USA w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat ilość czasu, w którym dzieciom wolno się bawić, zmniejszyła się dramatycznie, a przecież zabawa odgrywa decydującą rolę w rozwoju dziecka.

Swobodna zabawa uczy dzieci spokoju, sprawia że są mniej podminowane; uczy je rezyliencji, czyli odporności psychicznej, umiejętności adaptacji w obliczu przeciwności losu.

Im więcej dzieci się bawią, tym bardziej stają się odporne psychicznie i doświadczone społecznie. Zostało udowodnione, że odporność psychiczna jest jednym z najważniejszych czynników pozwalających przewidywać, że dziecko osiągnie sukces jako osoba dorosła. Ok, w tym momencie pewnie już nie pozwolicie mi rzucać podobnymi informacjami bez podania źródła skąd ja to wiem. Otóż z książki. Właśnie na polski rynek wchodzi książka pt. „Duński przepis na szczęście”.

Książka o tym, jak wychować dzieci na szczęśliwych dorosłych

Książkę napisały dwie panie – Jessica Alexander i Iben Sandahl. Autorki nie stawiają się za wzór do naśladowań, ale wskazują, że można inaczej. J. Alexander jest Amerykanką, która poślubiła Duńczyka. W książce opisuje słabości własnego stylu wychowywania dzieci. Nie ocenia, otwiera kilka furtek.

Na pewno zainteresuje Was przytoczony w książce przykład z pająkiem. J. Alexander przyznaje, że często przy dzieciach jest zbyt wybuchowa, reaguje zbyt szybko. Jej mąż, Duńczyk, wykazuje się większą cierpliwością i potrafi spojrzeć na pewne sprawy zupełnie inaczej niż jego żona. Gdy rozmawiał z ich córką o jej strachu przed pająkami, zwrócił jej uwagę na piękno tych zwierząt. Córka zamiast krzyczeć „fuj, fuj”, zaczęła ostrożnie przyglądać się pająkowi, zachwycać się nim razem z ojcem.

Jak pisałam na samym początku – nie lubiłam czytać książek o wychowaniu, bałam się, że namieszają mi w głowie i nie będę wiedziała, co rzeczywiście będzie dobre dla moich dzieci. Dzięki tej książce umocniłam się w przekonaniu, że to, co robię, jest właściwe, ale też otworzyło mi się kilka szufladek w głowie na inne rozwiązania. Przede wszystkim w trzech aspektach – interweniowania w trakcie trudnych dla dziecka sytuacji, zaznajamiania dzieci z tematami trudnymi oraz sposobu chwalenia dziecka.

_dsc4724 by .

Unikanie zbyt szybkiej interwencji

W Danii rodzice starają się nie interweniować, chyba że jest to absolutnie konieczne. Gdy pojawia się sytuacja dla dziecka trudna, oni robią krok w tył. Przyznam, że do tej pory często wchodziłam między dzieci w przypadku konfliktowych sytuacji. Teraz planuję pozostać obserwatorem. Dzieci, którym mówi się, jak powinny się zachować, co powinny zrobić, ogarnia poczucie bezsilności, brak kontroli nad własnym życiem. To właściwie logiczne. Im bardziej pozwoli się dzieciom kontrolować ich zabawę, wykorzystywać wyobraźnię i robić wszystko samodzielnie, tym lepiej będzie im to wychodziło.

Obserwowany od lat wzrost zewnętrznego umiejscowienia kontroli skorelowany jest ze wzrostem depresji i stanów lękowych w naszym społeczeństwie.

Uczenie się, jak radzić sobie z dziećmi trudnymi, może okazać się najskuteczniejszą lekcją samokontroli i najlepszym ćwiczeniem odporności psychicznej. Wszystko to bardzo interesujące, prawda?

Cierpienia uczą nas więcej niż sukcesy

Na pewno znacie baśnie H. Ch. Andersena. Niestety, w naszym kręgu kulturowym są one wygładzone. Duńskie dzieci poznają je w oryginale. Mała syrenka np. nie zostaje żoną księcia – zamienia się w morską pianę. A znacie duńskie seriale? Kilka z nich opisywałam na blogu. Są bardzo mroczne, rzadko kiedy mają pozytywne zakończenia. Duńczycy uważają, że tragedie i przykre historie to coś, o czym powinno się rozmawiać, przyglądać się różnym stronom życia. To rozwija empatię, buduje głębszy szacunek do drugiego człowieka. Pomaga nam też odczuwać wdzięczność za zwykłe, proste sprawy, które nas dotyczą, a które uważamy za oczywiste, gdy skupiamy się za bardzo na życiu baśniowym.

_dsc4728 by .

Chwalenie dzieci może mieć niekorzystny wpływ na ich życie

Teraz pewnie się zagotowaliście. Ale jak to? Duńczycy są dosyć oszczędni w chwaleniu swoich dzieci. Co nie znaczy, że ich nie chwalą. Chwalą, ale mądrze.

Duńskie podejście skupia się na skupianiu się na zadaniu, a nie na nadmiernym komplementowaniu dziecka. Pomaga mu na skoncentrowaniu się na wykonanej pracy, a ponadto uczy pokory.

Coś czuję, że nadal Was to nie przekonuje. No to pomyślcie – Duńczycy nie nastawiają swoich dzieci na trwałość ich cech, ale na rozwój. Dzieciom tłumaczy się, że inteligencję można rozwijać poprzez pracę i naukę. Z kolei Amerykanie uważają, że chwalenie dzieci, podkreślanie jakie są mądre i cudowne buduje ich pewność siebie i motywację do nauki. Nic bardziej mylnego. Jeżeli bez przerwy chwali się dzieci, rozwija się u nich nastawienie na trwałość (ich inteligencja jest ustalona raz na zawsze i nie ma sensu jej rozwijać). Według prof. Carol Dweck, która przez 30 lat prowadziła badania nad takimi zachowaniami, dzieci z nastawieniem na trwałość (nieustannie chwalone) boją się włożyć większy wysiłek w cokolwiek. Obawiają się, że jeżeli będą musiały bardzo się starać, aby czegoś dokonać, stracą status mądrego. Dzieci z nastawieniem na rozwój uważają wysiłek za coś pozytywnego, ponieważ były chwalone za to, co zrobiły, a nie za to, jakie są. Jeden z przykładów mądrego chwalenia dziecka:

„Podoba mi się, w jaki sposób układałeś te puzzle. Nie poddałeś się i w końcu znalazłeś sposób, żeby dopasować wszystkie elementy!”


O Duńczykach oczami Polki żyjącej w Danii

Nasi bliżsi znajomi mieszkają w Danii od wielu lat. Tam też wychowują trójkę swoich dzieci. Po przeczytaniu tej książki zadałam Ewie (naszej duńskiej znajomej) kilka pytań. Myślę, że zainteresuje Was to, co miała do powiedzenia.

14364810_10153747621035588_6710451451666862521_n by .
Dzieci Ewy

Gdy miałaś 6,5 roku wyjechaliście z Polski. Swoją edukację zaczynałaś już w Danii, Twoje dzieci również chodziły do duńskiego żłobka, przedszkola. Jakie podejście do dzieci mają duńscy pedagodzy, wychowawcy, nauczyciele?

Pedagodzy są bardzo pedagogiczni, nie podnoszą głosu na dziecko, uczą bardzo samodzielności, znajdują alternatywę jeśli dziecko np. zaczyna się źle zachowywać w stosunku do innych dzieci. Pedagodzy doceniają współpracę z rodzicami. W podstawówce od małego uczy się bawić i pracować razem, w grupach. Nauczyciele pytają, co dziecko oczekuje od szkoły. Nauczyciel stwarza możliwość wyboru, aby nie zmuszać dziecka do niczego. W szkole dzieci dostają oceny dopiero od 8 klasy.

Twoja siostra ma męża Duńczyka, Ty Polaka, ale wszyscy mieszkacie w Danii. Czy zauważasz różnicę w wychowywaniu dzieci przez Was i przez nich?

Myślę że to jest trochę indywidualne, ale na pewno nie jest tak, że my i oni to dwie różne planety. Staramy się często robić to samo co w przedszkolu, np. zabawy, piosenki, zachowanie się przy stole, aby dzieci rozpoznawały to samo tu i tam. U mojej siostry zauważam spokojniejsze podejście. Płacz dziecka jest traktowany jako powód do rozmowy i przedyskutowania sytuacji. My z mężem czasem może bardziej przeskakujemy ‚niepotrzebne’ dyskusje, bo widzimy że dziecko jest po prostu marudne z powodu zmęczenia i wystarczy je do siebie przytulić. Myślę że w Danii generalnie za często zadawane są dziecku pytania i wymaga się odpowiedzi, a według mnie powinno dostać wskazówkę.

Również Twoi rodzice żyją w Danii od ponad 20 lat. Czy jest jakaś różnica między ich podejściem do dzieci, a podejściem polskich dziadków?

Myślę że rodzice moi zawsze będą dość polscy, ale jednak dopasowują się do dzieciaków i nawet mówią do nich często po duńsku. Ale np. mają problem z duńskim zimnym chowem i raczej się nie przestawią. Jak deszcz leje, to mama woli wnuki zostawić w domu niż ubierać im kombinezony i wypuszczać na błoto, a Duńczyk twierdzi dziecko po prostu ma iść na dwór się dotlenić w jakiejkolwiek pogodzie. Tak od małego zresztą uczą pedagodzy. Po to są te szczelne kombinezony, zestawy na deszcz i ubranka termo.

Można powiedzieć, że w Danii panuje religia hygge (dosłownie – „miło być razem”; duński styl życia opierający się na byciu razem, spędzaniu wolnego czasu wspólnie z bliskimi). Wszystko, co dzieci robią, ma być hygge. Np. w sporcie jest więcej hygge niż dyscypliny. Cały grudzień to hygge przed świętami. Choinki, świąteczne piosenki i spotkania zaczynają się już od pierwszego dnia adwentu. Jest też w tym okresie tradycja Santa Lucia, gdzie dzieci chodzą że świecami po szkole lub przedszkolu i śpiewają.

Czy jest jakiś aspekt polskiego wychowania, który chciałabyś przenieś na duński grunt? Czy Duńczycy mogą czegoś się od nas nauczyć?

Myślę, że Polacy mogliby nauczyć Duńczyków przede wszystkim trzech rzeczy.

W Danii wychowuje się dzieci w myśl zasady janteloven. To znaczy uczy się dzieci, że wszyscy są równi. Dziecko może być super zdolne, ale Duńczycy nie pochwalą je za to. Myślę, że Polacy szybciej umieją odkryć talent dziecka i od małego coś robić w kierunku tego talentu. Duńczycy uważają, że zabawa ma ogromny wpływ na rozwój dziecka. To jest ok, ale myślę, że jakaś dyscyplina również powinna obowiązywać.

Drugą kwestią jest uczenie dziecka szacunku do innych osób – np. do osób starszych, kobiet w ciąży  (ustępowanie im miejsca). Tak samo nie ma czegoś takiego, że chłopcy powinni szanować dziewczynki. Tu uczy się, że dziewczyna jest taka sama jak chłopiec. W wieku nastoletnim mało która nastolatka czuje się kobieco, a nastolatek męsko. Dlatego też w Danii w dorosłym życiu często kobieta jest bardziej facetem w domu niż facet. Uważam, że Duńczycy mogliby przejąć od Polaków ten szacunek do słabszych oraz w pewnym wieku mogliby zacząć odróżniać chłopca od dziewczynki, ponieważ potem facet staje się tłem, a kobiecie brakuje silniejszego i zdecydowanego gentlemana.

No i ostatnią kwestią, która nie podoba mi się u Duńczyków, to to, że gdy coś im się popsuje, to idą kupić nowe, zamiast naprawiać. Myślę, że dobrze byłoby uczyć dzieci, że coś da się naprawić. Uważam, że to zdrowe podejście. Duńczycy tak nie robią. Według mnie przekłada się to na ich dorosłe życie. Nie starają się naprawiać życiowych sytuacji. W Danii rozwodzi się 50% małżeństw.


dunski_przepis_okladka by .

Jeżeli chcecie wiedzieć, co tam jeszcze Duńczycy myślą na temat wychowania dzieci, biegnijcie do księgarni, odpalcie stronę księgarni internetowej albo weźcie udział w konkursie. Mam do rozdania dla Was pięć egzemplarzy książki. Wystarczy, że odpowiecie na pytanie, w jaki sposób w Waszym domu kultywuje się hygge. Jak zwykle oceniam kreatywność odpowiedzi. Konkurs trwa od dzisiaj do końca tygodnia (16 października). Wyniki ogłoszę 18 października.

Kilka zdań o hygge z książki, aby ułatwić Wam zadanie:

Hygge to droga do umacniania związków z najbliższymi, to najlepsza gwarancja osobistego szczęścia. Ucząc się jak budować hygge, czyli bycie razem w miłej atmosferze, umacniamy spójność naszej rodziny i dostarczamy swoim dzieciom przyjemnych, wartych zapamiętania doświadczeń. (…) Szczęśliwe rodziny, umocnione wsparciem społecznym, wychowują szczęśliwsze dzieci.

 

  • Monika Stutz-Kowalska

    4.00- zamiast budzika słyszę „mama”. Otwieram oczy, widzę pochylająca się nade mną twarz. Szeroki uśmiech, iskierki w oczach. To początek każdego dnia, to początek budowania naszego własnego „hygge”   Łapiemy się za ręce, próbujemy wspólnie zapaść w kolejną drzemkę. Jeśli się nie udaje- mamy więcej czasu dla siebie:) jeszcze przed pójściem do pracy zdążymy wrzucić klocki do Garnuszka, ustawić zwierzęta na farmie i przeczytać książkę o Tacie:)
    Kolejny krok- ubieranie. Okazuje się, ze nawet podczas tak błahej czynności można wcielać w życie hygge! Wspólnie, we trójkę decydujemy jakie ubrania wyciągniemy dzisiaj z szafy, po czym próbujemy je na siebie włożyć. Czasami każdy ubiera siebie, czasami Synek niezdarnie próbuje założyć Tacie skarpetkę na stopę;) Bez pośpiechu, bez wymagania, bez spiny.
    Potem się rozstajemy- rodzice do pracy, Maluch do Niani- czy takie rozstanie może być w klimacie „hygge”? Oczywiście! Każde z nas spełnia się w tym co robi:) A Maluch ma szanse na poznawanie świata bez „parasola ochronnego”rodziców, ale za to pod czajnym okiem zakochanej w nim po uszy Niani:)

    mamy jeszcze jeden- dość przewrotny sposób na budowanie naszego „hygge”- to częste spotkania z rodziną i przyjaciółmi. W ten sposób pokazujemy dziecku, że to ludzie, którzy nas otaczają są najważniejsi- to oni są naszą inspiracją, to od nich wiele się uczymy. Wspólna zabawa mam i dzieci daje nam ogrom radości:)

  • alezskad

    W naszym domu hygge to wspólnie zjedzony posiłek, obejrzenie albumów ze zdjęciami z naszej szalonej młodości. A
    teraz kiedy nastała jesień jest szaro, chłodno i ponuro za oknem hygge to przyrządzona wspólnie babka piaskowa, której zapach wypełnia cały dom i potrafi wywołać uśmiech na twarzach wszystkich domowników.