Wioska parentingowa

Jakoś rok temu zachłysnęłam się światkiem blogów parentingowych. Namiętnie czytałam wiele z nich, czerpałam inspiracje. Sprawiało mi to wiele przyjemności. Podobało mi się, to, że ktoś chce się dzielić z innymi swoim doświadczeniem, pomysłami. Moi znajomi namawiali mnie na to, aby sama założyła bloga. Przekonywali, że cenią sobie moje rady, korzystają z moich rozwiązań. Uległam ich namowom. Kiedy weszłam do tego światka, okazało się, że coś tu nie gra.

Piszę o światku, ponieważ okazał się on być bardzo mały. Niczym wieś, w której bez przerwy widać te same twarze. Matkę Wariatkę prowadzę od niecałych 4 miesięcy. Nie spodziewałam się, że mój blog tak szybko zdobędzie jakąś tam popularność (bez kupowania lajków na allegro :]). Jeszcze bardziej zdziwiło mnie to, że w parentingach każdy zna każdego. A co najdziwniejsze – wszyscy nawzajem się oceniają, a nierzadko opluwają jadem.

W ciągu dwóch tygodni byłam świadkiem co najmniej pięciu mniejszych czy większych aferek rozgrywających się w wiosce parentingowej.

66df0394ddf2

popcorn_yes

Dziś nawet Grzesiek kupił mi popcorn… Nie jadłam go od kilku lat. Biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, będę mogła go otworzyć w ciągu kilku najbliższych dni.

Jeżeli zapytalibyście blogerów, jaki jest ich stosunek do oceniania innych, pewnie wszyscy – jak jeden mąż – odpowiedzieliby, że nie oceniają, że do hejterów im daleko, że chcieliby, aby każdy zajmował się własnym podwórkiem. Skąd więc te wszystkie aferki? Czy nie wynikają one właśnie z tego, że włazimy z butami w czyjąś przestrzeń i głośno komentujemy to, co nam się nie podoba? Podburzając tym samym czytelników, którzy – chcąc nie chcąc – wybierają którąś ze stron. Hm, a może to ja jestem nietolerancyjna i oceniam

Po co to wszystko? Dla chwilowego rozgłosu? Żeby połechtać swoje ego? „Bo ja taka/taki nie jestem”? „Jestem lepsza/lepszy”. Czy aby na pewno?

Przenieście sobie te sytuacje do realnego świata. Wyobraźcie sobie, że wychodzicie na środek miasta i wykrzykujecie o kimś niepochlebne komentarze, bo nie podoba Wam się to, o czym pisze, co robi. Bez sensu, prawda? Równie bezsensowne jest imienne oczernianie kogoś z kim mamy jakiś zatarg. Naprawdę jest wiele innych sposobów na to, aby to załatwić polubownie i nie prać brudów przed całym światem. Pomyślcie o tym, że po drugiej stronie stoi człowiek. To nie jest tylko awatar, którego widzimy na ekranach monitora. Jeżeli ten ktoś prowadzi też bloga parentingowego, jest przede wszystkim rodzicem. Kimś podobnym do Ciebie. Kimś, kto założył bloga najprawdopodobniej po to, aby dzielić się z innymi miłością do swojego dziecka, swoimi radami, pomysłami, swoim postrzeganiem świata. Każdy z nas popełnia błędy, ale dopóki drugiemu człowiekowi nie dzieje się rzeczywista krzywda, jestem zdania, że zasługuje na drugą szansę. Wybaczcie te coehlizmy czy inne złote myśli Pawlikowskiej.

Nie szkoda Wam czasu, życia, a przede wszystkim zdrowia na takie pierdoły?

Jeżeli coś Ci się nie podoba na jakimś blogu, nie czytaj. Jeżeli autor zalazł Ci za skórę, pogadaj z nim o tym.

I tyle.

Nie zmuszajcie mnie do faszerowania się niezdrowym popcornem.

24 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *