Matka do kitu, czyli terror laktacyjny

Co jakiś czas zewsząd atakują mnie teksty na temat lobby producentów mleka modyfikowanego. Mówią one o tym, jak to ci bezduszni producenci wciskają to strasznie niezdrowe mleko biednym kobietom w ciąży i tym zaraz po porodzie.

Serio?

Ani razu nie spotkałam się z tym, aby ktoś wciskał mi mleko modyfikowane i wmawiał, że będzie ono dobre dla mojego dziecka. Poza tym spójrzcie na promocje w sklepach – promocje na mleka zaczynają się od mlek następnych. Nikt nie daje mleka początkowego w promocyjnych cenach. Ministerstwo Zdrowia zabrania „prowadzenia działalności promocyjnej zachęcającej do nabycia preparatów do początkowego żywienia niemowląt i przedmiotów służących do karmienia niemowląt, takiej jak rozdawanie próbek, specjalne wystawy, kupony rabatowe, premie, specjalne wyprzedaże i sprzedaż wiązana”. Więcej TU

Podobno w paczkach ze szpitala dostać można próbki mleka. Nie wiem, ja nie dostałam. Dostałam za to masę różnego rodzaju ulotek, w których gloryfikowane było karmienie piersią. W większości były to ulotki wydane przez producentów mleka modyfikowanego, ale wszędzie było napisane, że karmienie piersią jest najlepsze dla dziecka. Może przekazy podprogowe na mnie nie działają, nie wiem. Sama szukałam w tych ulotkach informacji o tym, w jakiej pozycji karmić butelką, jaki wybrać smoczek, jakie powinny być przerwy między karmieniami, czy i czym dopajać dziecko. I nic Nie było niczego na ten temat! Radź sobie butelkowa matko sama. Musiałam przeszukiwać internet, kontaktować się ze znajomymi. Nawet gdybym dostała tę próbkę mleka, to czy ochoczo podałabym ją dziecku nie sprawdzając jej składu, nie porównując z innymi mlekami? Nie. Nie wyobrażam sobie dać dziecku (noworodkowi!) pierwszego lepszego produktu, który ktoś dał mi za darmo. Kobiety naprawdę mają swój rozum. Jakie lobby, jakie promowanie mm? Nie rozumiem całej tej histerii. Uważam, że „lobby” matek karmiących jest znacznie skuteczniejsze niż producentów mleka modyfikowanego. Producenci laktatorów, wkładek laktacyjnych, preparatów na laktację itp. też potrafią w marketingi. Przynajmniej raz w tygodniu przypadkiem natrafiam na tekst o mleku modyfikowanym – o tym, jakie to zło i jakie złe są kobiety, które nie karmią piersią. Kiedyś się tym przejmowałam.

Teraz trochę prywaty. Pewnie nie powinnam się tłumaczyć, ale ślepo wierzę, że po zapoznaniu się z moim przykładem niektórzy najpierw pomyślą, zanim się odezwą.

Od dawna przywiązuję wagę do tego, jak się odżywiamy. W ciąży uważałam na wszystko, co jem. Jadłam „dla dwojga”. Chciałam być świadomą matką. Chciałam jak najlepiej dla mojego dziecka. Planowałam poród naturalny, bo tak najzdrowiej. Myślałam, że karmić będę tylko piersią, bo przecież mm to zło. Życie szybko to zweryfikowało. Okazało się, że nie urodzę naturalnie. W 32 tyg. ciąży pojawił się kolejny problem – rozwarcie, skurcze. Ciąża na podtrzymaniu. Kiedy w 36 tyg. miałam odstawić leki, bałam się ruszać. Tak bardzo chciałam, żeby Jaśko posiedział jeszcze w brzuchu. Bo tak będzie dla niego najlepiej, najnaturalniej. Nie udało się. Po 3 dniach był już na świecie. Nie będę rozpisywała się, w jaki sposób walczyłam o karmienie piersią, bo nie w tym rzecz. Po prawie miesiącu skapitulowałam. Nie było to łatwe. Było wręcz cholernie trudne.

Jednym z pierwszych pytań, jakie zadawali mi znajomi, rodzina, lekarze, było to, czy karmię piersią. Jeden z pediatrów po mojej odpowiedzi określił mnie „matką do kitu”. Jak się wtedy czułam? Nie dość, że nie donosiłam ciąży, nie urodziłam naturalnie, to jeszcze cycki nie podołały. Miałam wrażenie, że wszyscy współczują mojemu dziecku. Pokarało go niepełnowymiarową matką.

Codziennie musiałam się mierzyć z tym nieustającym uczuciem, kiedy to temu małemu człowiekowi, który jest dla mnie najważniejszy na świecie, nie mogę dać tego, czego potrzebuje. Tego, co może mu dać tak naprawdę większość kobiet. Postawcie się w tej sytuacji. Może i jestem durna. Może, a raczej na pewno za bardzo się tym przejmowałam. Ale jednak lobby cyckowe na mnie zadziałało. Wpoiło mi, że mleko matki jest jedynym słusznym pokarmem dla noworodka. Czy to naprawdę o to chodzi? Wiem jednak, że w swym szaleństwie nie byłam sama. Wiele moich znajomych miało podobne doświadczenia.

Co do tego, że mleko mamy jest najlepszym, najzdrowszym pokarmem dla dziecka, nie ma żadnych wątpliwości. Ale czy matki, które nie karmią, muszą chować głowę w piasek? Musi ich dopadać baby blues, który nie jest spowodowany przez baby, a przez wszystkich „życzliwych”? To, czy matka karmi mm, bo tak chciała, czy nie miała wyboru, też nie powinno nikogo interesować. Uszanujcie czyjąś decyzję. Zastanówcie się, zanim zaatakujecie. Proszę bardzo – piszcie o zaletach karmienia piersią, ale nie krytykujcie innych metod. Nie atakujcie tekstów o karmieniu mm. One są bardzo potrzebne i jest ich stanowczo za mało. Lekarze również nie mają odpowiedniej wiedzy w tym zakresie.

Coraz świadomiej podchodzimy do problemów z zajściem w ciążę. Staramy się nie pytać znajomych o ich starania się o dziecko. Bo może próbują, może się leczą. Przestaliśmy zaglądać ludziom do łóżek. Dlaczego więc nadal interesujemy się cudzymi cyckami? Szanujmy innych – ich wybory, czy też nie wybory. Pomyślmy, zanim zaatakujemy.


 rys. Matka Po Godzinach

95 komentarzy

  • Dziękuję za ten tekst. U mnie historia następująca: urodziłam, położne przyniosły dziecko i kazały przystawić. Nikt nie pytał, czy w ogóle chcę karmić, nikt nie zapytał czy wiem jak to zrobić – nie wiedziałam. Te dwie doby w szpitalu były najgorszymi dniami – mała płakała z głodu, ja przystawiałam ją, ona ssała ale pierś ciągle wypadała jej z ust, więc wiła się non stop. Pamiętam, jak mąż przyszedł w odwiedziny, ona znowu zaczęła płakać z głodu, mleka miałam dużo, ale co z tego jak nie trafiało tam gdzie trzeba. Wyszłam pod prysznic, stalam pod tym strumieniiem wody i wyłam. Wyłam ponad godzinę, bo czułam presję, że muszę wykarmić piersią a nie wiem jak, dziecko ciągle płacze. Co z tego że miałam dużo pokarmu, to wcale nie pomagało – bo gdy ją próbowałam przystawić, mleko tryskało na wszystkie strony, a ona wkurzała sie jescze bardziej. Gdy ściągałam ten pierwszy nawał, żeby nie leciało tak szybko, to po tym maksymalnym strumieniu na początku, potem nie leciało nic. Do tego ten straszny ból sutków, z każdą próbą złapania ppiersi przez córkę, miałam łzy w oczach, zaciskałam zęby bo to przecież dla jej dobra, a ja muszę wytrzymać. Przeszłam w międzyczasie zapalenie piersi. Podczas tej choroby podałam mm, a racze mąż podał, bo ja leżałam z gorączką, że nie mogłam nawet oczu otworzyć, normalnie funkcjonować, a co dopiero karmić. I zobaczyłam coś niesamowitego – dziecko zjadlo butelkę i było spokojne, nawet sie usmiechała 🙂 . Nie było wicia się podczas jedzenia, nie było rozdzierającego krzyku i żali. Wtedy podjęłam decyzję i świadomi odstawiłam od piersi, po 12 dniach od narodzin, po tygodniu była już wyłącznie na mm. Najgorsze, że oceniały wszystkie kobiety. Siostra, jak dowiedziała się że nie karmię piersią, wręcz na mnie nawrzeszczała, że nie zależy mi na zdrowiu dziecka. Słyszałam też komentarze, że wybrałam własną wygodę (nie wiem jaka to wygoda, ciągła zabawa w wyparzanie butelek, sprawdzanie czy woda ma odpowiednia temperaturę, wstawanie w nocy na karmienie – bo karmiąca piersią może wziąć dzieciaczka do siebie, wyciągnąć cycka i dalej przysypiać, na wyjazd zabieranie miliona smoczków, butelek, termos z gorącą wodą i wiele innych pierdół, nie mówiąc już o fakcie ekonomicznym ). N początku na takie przytyki reagowałam płaczem, miałam wyrzuty sumienia. Potem zaczęłam odpowiadać, że moje cycki – moja sprawa. No, ewentualnie mojego męża jeeszcze, ale nikt inny, a już zwłszcza obca osoba nie mA PRAWA mnie oceniać a tym bardziej krytykować, a ja nie powinnam się przejmować zdaniem innych, bo oni nie wiedzą, co ja czuję i przeżywam. Ale kp nie było zwyczajnie dla mnie, może za szybko się poddałam ale przecież matka to też człowiek, a szczęsliwa matka to szczęśliwe dziecko. Córka jest zdrowiutka, rośnie i przybiera na wadze prawidłowo. Jest świetną, pogodną dziewczynką i nie czuję się gorszą matką dlatego, że nie kp.

  • Przeżyłam podobną hisotrię. Urodziłam w 35tc. Synek był 2 tyg na oddziale neonatologii gdzie był karmiony sondą, a później uczył się jeść z butelki bo ssanie kiepsko mu szło, o piersi nie było mowy bo nie miał na to siły. Przez 3 tyg walczyłam laktatorem równo co 3 godz. Po tych 3 tyg spróbowałam podać pierś, bo już nie miałam siły na laktator.. I o dziwo udało się! Ale daliśmy radę tylko do 4,5m. Przez wiele miesięcy później miałam ogromne poczucie winy że nie walczyłam dalej, że chociażby nie wróciłam do laktatora żeby jadł moje mleko a nie to demonizowane mm. Ale już po prostu nie miałam siły na laktator.
    A pytań od porodu do 8mż synka o karmienie piersią bez liku. Czy karmię, czy się najada, czy dobrze ssie, czy mam mleko, a później a czemu już nie karmię, za mało mleka pewnie było ITP.. MASAKRA. Pytania od teściowej, wszystkich babć, cioć, koleżanek. Ja rozumiem, że pytają w interesie dziecka, ale to moje cycki! Czy ja pytam czy mąż nie ma przypadkiem za ciasnych bokserem bo może jądra mu się przegrzewają i dzieci z tego nie będzie… Sorry za porównanie, ale tylko to mi przychodzi do głowy jeżeli chodzi o rodzaj niezręcznnch intymnych pytań, a za takie uważam pytania o moje piersi..

  • O super tekst, dziękuję! Jakby o mnie pisany też urodziłam a właściwie wyrwano mi dziecko z brzucha w 36 tyg leżał na oiomie karmiony był sondą i nikt nie rozumiał, że nie potrafił złapać piersi po takich przejściach. Oh ja zła matka, że dałam w końcu mm..

  • Terror wywierany na kobiety na kazdym kroku: neimasz dzieci – dlaczego? zegar tyka? – jestes w ciazy – rózdz naturalnie! – urodziłas – karm piersią. A prawda jest taka: ja wychowałam si ena mleku w proszku- nie bylo mleka modyfikowanego w latach 70tych w Polsce. Moi rodzice przygotowywali mi mleko w proszku – I ZYJE! nie bylam bardziej ni mniej chorowita niz inne dzieci – wręcz bylam tzw „zdrowym dzieckiem”, pulchnym i chetnym do poznawania róznych smaków. I żyje, jak wiekszosc ludzi urodzonych w latach 70tych kiedy karmienie piersia było mniej popularne. Po 2 obserwuje to na przykladzie mojej przyjaciólki i po rozmowie z moja bratowa, ktora wychowała 3 chłopaków- karmienei butelką, nawet jesli moszesz sobei odciagnac pokarm jest poprostu łatwiejsze i dziecko jest spokojniejsze, nie krzyczy jesc co poltorej- 2 h – najada sie i matka ma czas zajac sie czyminnym. Moze sa takei kobiety, ktore maja tyle pokarku, ze dziecko najada sie raz, porzadnie i na kilka godzin… ok.. maja szczescie ,ale nasluchalam sie za duzo opowiesci o przemaczonych matkach z dzieckiem „u cyca”. Dzieci na mleku modyfikowanym rosna i rozwijaa sie dobrze, nie s atez bardziej chorobliwe od tych, ktore sa karmione mlekiem matki… wszystkim w… sie nie w nie swoje sprawy radze zeby sie odczepili:) A dodatkowo własnie – najpierw namawiaja na karmienie piersa ale potem poradnie k=laktacyjne sa juz platne – nie leci? martw sie sama i płac…. paranoja.

    • Ale to dowód na to, ze trzeba walczyć o r efundowanie porad laktacyjnych i lepsze wsparcie w karmieniu. A nie powód do tego żeby pisać jakie to karmienie jest przereklamowane bo ja byłam na mleku z proszku i „też żyję „. 😉

  • Super tekst. Sama przeszłam przez to samo. O mało nie wpadłam w depresję jak okazało się, że nie mam mleka i nie mogę karmić. Miałam wrażenie, że nie jestem potrzebna mojemu dziecku, no bo teraz to każdy może go nakarmić, itd. Położna stwierdziła, że ona by robiła wszystko by karmić piersią, bo dziecko jest wtedy inteligentne…no to dziś mogę jej powiedzieć, że na mm też rosną inteligentne dzieci! O karmieniu piersią była masa artykułów, ale już o mm nie znalazłam nic…dobrze, że w rodzinie mnie wspierali i pomogli. Nikt nie powinien osądzać matek po tym jak karmią, a po tym jak kochają, a każda mama kocha dziecko nad życie!

  • kiedy byłam ostatnio w szpitalu, obok mnie leżały dwie dziewczyny, które narzekały na terror tego typu – bo położne przynosiły im na życzenie butelki z podgrzanym mlekiem jednej firmy, a powinny przynosić różne do wyboru.
    szpital nie miał na wyposażeniu ani jednego laktatora ani nawet plastikowej butelki – szkło zabija przeciwciała w ludzkim mleku. nie miałam do czego odciągać swojego mleka, żeby dokarmić dziecko intensywniej i uchronić przed spadkiem wagi o ponad 10%. mogłam za to zażyczyć sobie mleka modyfikowanego, skorzystać z wysterylizowanych butelek, z podgrzewaczy itp. przemęczyłam się traktowana jak dziwadło przez towarzyszki z sali. dziecko spadło 9,5% (duże było, miało z czego).

  • W szpitalu z terrorem laktacyjnym się nie spotkalam, rodziłam w Niemczech. Od razu po porodzie pytanie czy chcę karmić piersią czy butlą, chciałam piersią więc przystawili dziecię i ok. Szkoda ze tylko raz pomogli a potem mieli gdzieś, a ja dumałam czy ona dobrze ssie czy nie i dlaczego ja nie mam jej czym karmić. Już w szpitalu dokarmiałam butlą bo się z głodu darła. Z wyborem mleka pomogła mi położna, tu nie ma wielkiego problemu – na szczęście. Mówiła nawet że jesli mnie to psychicznie wykańcza to mam to rzucic w diabły. Pocieszała że nie jestem złą matką przez to że karmię mlekiem z proszku. Teraz w domu próbujemy karmić mieszanie ale idzie to opornie, mam wrażenie że dziecko się męczy tym przystawianiem ciągle do pustych piersi. Ale kazdy zadaje to pytanie, Karmisz? Rodzina, znajomi trują że za wczesnie rezygnować bo dopiero 3 tygodnie…w internecie kazdy przekonuje zeby nie dokarmiać i że kazda matka ma pokarmu ile trzeba. Na moim przykładzie widzę że to nie działa. Dziecko wcina pół wielkiej butli i wreszcie przestaje szukać dziobem gdzie jest jedzenie :). A ile się nasłuchałam jakie to mleko drogie, ile to zachodu z butelkami, a na wyjezdzie to juz ogólnie tragedia bo trzeba to wozic, i w nocy wstawac trzeba i mleko robić…Karmienie piersią przeciez jest takie wygodne, ciągle siedzę na fotelu otoczona poduchami, dziecko przysypia, ludzi nie widuję bo mi niezręcznie np. przy moim szefie (którego bardzo lubię) cyce wywalać.
    To jest najgorsze 3 tygodnie w moim zyciu, warczę już na to dziecko i mam chęć wyjść i zostawić ją i nigdy nie wracać. Śpię po 3 godziny i kręci mi sie juz w glowie..I co słyszę jak juz mówię ze zrezygnowałam? Że jestem za leniwa i dałabym radę jeszcze tydzień i wtedy juz na pewno się uda i będzie git. I żę teraz to pewnie kryzys laktacyjny 3 tygodnia. Ja mam od początu kryzys laktacyjny więc o co chodzi. ?? Ludzie są cudowni…nie wiem czemu nie umiem się nie przejmować tym co mowią. A ja się zastanawiam jak kobiety, które mówią że dziecko non stop do 3 miesiąca wisiało na piersi godzinami prawie bez przerw, wychodziły z dzieckiem na spacer, albo jezdziły do kontroli do szpitala. Ja mam wrażenie że przez to ciągłe wiszenie i przystawianie dziecko nie umie zasnąć mi bez cyca, a ja jestem smoczkiem….
    Chyba będę teraz odpowiadać że głodzę…trzeba być twardym…póki co jak słyszę pytanie o karmienie to mam chęc zniknąć.
    Dziękuję Ci za ten mądry wpis, porzebuję teraz często takie coś przeczytać. Przez chwilę się nie czuję jak zła, leniwa matka co truje własną córkę.

    • Ewa, teraz przechodzisz przez ten najgorszy okres. Teraz dla wszystkich wokół Twoje cycki są najciekawszym tematem… Pomyśl, że za rok wszyscy o tym zapomną. Jedynie przykro Ci będzie, jak pediatrzy będą pytali, czym było karmione dziecko… To nadal będzie bolesne wspomnienie. Ale już nie tak jak teraz.
      Może porozmawiaj ze swoim partnerem szczerze na ten temat. Może oboje stwierdzicie, że nie ma sensu się męczyć? Nie chcę Cię namawiać do zaprzestania karmienia piersią, ale jak sama sobie uświadomiłam, że inaczej nie mogłam, zaczęłam widzieć macierzyństwo w zupełnie innych barwach.
      Poczytaj historie wszystkich tu komentujących mam. Większość z nich przechodziła przez to co Ty i ja.
      Życzę Ci wiele siły.

      • Ciekawie to brzmi, że cycki są najciekawszym tematem. ) Nigdy bym na to nie wpadła wczesniej że kogos moze to tak interesować..serio. Żyłam w przeświadczeniu że w tych czasach sobie każdy wybiera sam co dla niego i dziecia dobre i nikomu nic do tego. Ożesz, jestem naprawdę naiwna.
        Mój mąż jest za przejściem na MM już od dawna bo nie może patrzeć na to jak się męczę, a ja chyba też się poddałam już tylko przed samą sobą ciężko mi się przyznać do tego. Ja z tych co ciężko im skapitulować. On się boi depresji poporodowej u mnie, bo ciążową zaliczylam i ciekawie nie było. No i tata lubi karmic butlą. Dla mnie to też piękny widok. Komentarze czytałam, pokrzepiające to, że nie ja jedna choć nikomu nie życzę takiego samopoczucia i nie zazdroszczę traktowania w niektórych szpitalach w Polsce, cieszę się że mnie to ominęło. Masz rację, za rok nikt nie będzie pamiętał, moje dziecko to już na pewno nie 🙂 Będzie dobrze, musi być. Najwyżej będę leniwą matką do kitu z niewydarzonymi cycami….zresztą jak moja mama i siostra, a to podobno nie genetyczne, Twój synek wygląda na zdrowego i szczęśliwego, aż miło popatrzeć, więc mm chyba dobre dla dzieci 🙂 Zresztą w to nigdy nie wątpilam. Pozdrawiam z deszczowych Niemiec. Chcę do Polski – podobno tam cieplutko 🙂

        • Ja też byłam karmiona butelką. W czasach kiedy jeszcze te mleka nie były tak dobrze kontrolowane i nie zawierały tylu witamin. Mam się dobrze. Nie choruję, bliżej mi do niedowagi niż do otyłości.
          Powiem jedno – posłuchaj męża. 🙂 I oboje cieszcie się rodzicielstwem.

    • Czytając Twój tekst miałam wrażenie jakbyś opisywała to samo co i ja przechodziłam. U mnie oprócz mamy, ciotek, koleżanek była jeszcze teściowa, która musiała oczywiście uczestniczyć w moich próbach karmienia piersią i dawała mi „złote rady” choć sama karmiła swoje dzieci tylko około miesiąca… dla mnie było to bardzo krępujące i stresujące – jej siedzenie obok, patrzenie na moje cycki i doradzanie…
      ostatecznie i tak karmię moją córkę mm od 2 tyg życia – serce mi pękało, że nie mogę sama wykarmić własnego dziecka a moje otoczenie (wraz z mężem) nie pochwalało mojej decyzji o zaprzestaniu karmienia piersią… nikt nie był w stanie zrozumieć jak przez te dwa tygodnie męczyłam i siebie i dziecko…
      Dziś mijają 3 miesiące od tamtych wydarzeń i na szczęście rodzinka już skończyła się wtrącać w sposób karmienia. Mają teraz inne „złote rady” – ubierz ją cieplej bo ma rączki zimne (tak, rączki zimne ale kark aż spocony) :/

  • Moja dziewczyna jest tylko karmiona mm. Wychodząc ze szpitala zapytałam : a jakim mlekiem mam karmić?

    -Jest ich dużo,jakieś Pani wybierze. Do widzenia.
    Więc postawiłam na Bebilon-bo takie mleko dziecko dostawało w szpitalu. Nie ma żadnego lobby mm- bo ani w szpitalu ani w szkole rodzenia ani nigdzie indziej nikt mi nie powiedział jakie mleko powinnam wybrać, jaki sprzęt dobrać.. Wszystko ,ale to wszytko „wybierałam” sama. A co do reklam – to wszystkie reklamują a mleko nr 2 i wzwyż .. To tylko jeśli o propagandę lobby mm… Świat zwariował, matka matkę wyzywa.

    • Klaudia, racja. Równie dobrze można powiedzieć, że jest lobby karmienia piersią. Przecież za darmo nikt nie robi tych wszystkich szkoleń, spotkań dla matek karmiących. Mają w tym interes producenci lakatorów, wkładek laktacyjnych itp.

    • Jesli chodzi o lobby to ja dostalam w wyprawce butelke do karmienia, aventu. Mleka nie dadza bo zabronione. Moim zdaniem nie ma zadnego lobby mm ale zeby byl jakis terror laktacyjny to tez nie zauwazylam. W szpitalu pediatra poradzila mi w pierwszej dobie zycis corki aby dokarmic ja raz mieszanka, bo sama „siara” moze sie nie najadac a jak bedzie glodna to nie bedzie efektywnie ssala i wpadniemy w bledne kolo. Zgodzilam sie.
      W domu do dzis lezy butelka i saszetka z mm bo chcialam byc zabezpieczona w razie niepowodzenia kp. Na razie sie karmimy, przychodzi nam to z lekkoscia i przyjemnoscia, ale gdybh tak nie bylo to pewnie bez wiekszych wyrzutow przeszlabym ba mm 🙂 ja jestem wybrakowana matka bo mi pipka nie podolala, nie dalam rady urodzic! 😀 no to mialam dwie cesarki – nie udalo sie – trudno – alleluja i do przodu dziewczyny!

  • Od początku mojej przygody z macierzyństwem uważam, że są tematy, które powinny być pozostawione w spokoju. To znaczy to Mamy powinny decydować o niektórych sprawach i nikt nie ma prawa wtrącać się, oceniać…gdyż to dotyczy nas, naszej psychiki, naszego ciała! Ja obecnie jestem w innej sytuacji. Kulka ma rok i cztery miesiące i nadal go wieczorem i w nocy karmię. Tak wyszło. Nie jestem jakąś laktacyjną świruską. Ale gdy znajomi słyszą, że karmię to od razu słyszę: to już patologia. Tak więc jak widać ludziom nigdy nie dogodzisz:-))))

  • Tu bym mogla pisac i pisac… ale po co? Kazda kobieta musi sama wiedziec dla siebie i dziecka co jest najlpsze. Mi sie tez nie udalo. Po 4 tygodniach przeszlam na mm.

    Do dzis zaluje ze nie zawalczylam ale wtedy nie mialam na to sil.
    Tu w Niemczech nie ma takiej nagonki dzieki bogu. Pewnie ze polozne mowia ze to najpsze co mozna dziecku dac. Ale nie ma sie co szarpac. Jak widzialam laktator to plakalam a moja polozna mi mowiela ze mleko si eprodukuje w glowie a plynie piersia… miala racje.

    Dlaczego ja nie widze innych komentarzy??? Pod tym postem jest: Komentarzy 68 a ja nie widze ani jednego…. ???

    • Mądra położna. Też jestem zdania, że mleko produkujesię w głowie, a przez taką polską nagonkę bardzo łatwo jest się zablokować.

      Co do komentarzy to wiem – coś się popsuło przy instalacji disqusa. Muszę je jakoś zainportować. Jutro będę z tym walczyć.

  • Kochana są ludzie , którym nie dogodzisz nawet jakbyś stała na głowie:) Ja karmię piersią, ale to i tak źle, rozszerzam dietę też źle… Szanuje Każdego wybór, albo jak w Twoim przypadku jego brak. Nie uważam Matki karmiącej MM za złą Matkę. Wiem jak trudne są to chwile, mnie akurat dopadł kryzys laktacyjny (możesz o tym poczytać u mnie na blogu. Zapraszam) i wtedy akurat mnie spotkało „lobby” mleka modyf.:) a Moja Córka źle je tolerowała ale nie ważne… Czytuj Twojego bloga uważam, że wpisy są z taką mądrością życiową:) i masz rację – ręce precz od Naszych CYCKÓW.

  • Czesc WIola, fajny blog!!
    Ja karmilam A do konca 9 miesiaca, kiedy to postanowil zaprzestac picia mleka w jakiekolwiek postaci. I wspominam te pierwsze 9 miesiecy wspaniale! Bardzo dlugo potem brakowalo mi tej bliskosci jak podczas karmienia, tej chwili wyciszenia i czulosci. To, ze w ogole mialam laktacje bylo wynikiem mojego samozaparcia i ciezkiej nad tym pracy, bo przeciez A po operacji nie mogl byc karmiony przez 2 tygodnie. Potem w 6 tygodniu przyszedl kryzys, zrodelko wyschlo, a ja poczulam, ze jestem do niczego i znowu walczylam.
    Ale mnie nikt z boku nie naciskal, nie zmuszal. Tak czulam i tak zrobilam. I powiem wiecej- tez spotkalam sie z glosami oburzenia w druga strone: jak to ja moge karmic dziecko mlekiem nat. dluzej niz pol roku? To takie obrzydliwe, co na to moj maz? Czy go nie razi po oczach?
    Jak ktos chce skrytykowac to zawsze sobie temat znajdzie- ze dajesz mm, ze nie dajesz …

    Uwazam, ze w Polsce opieka medyczna (bo przeciez juz nie sluzba ;)) podchodzi do tematu karmienia mlekiem naturalnym bez konsekwencji! Z jednej strony nie wolno namawiac do karmienia mm, a z drugiej kobiety nie doswiadczaja zadnej pomocy ze strony personelu, zadnego fachowego wsparcia odnosnie techniki czy wlasciwej diety. W Polsce kobiecie karmiacej zaleca sie zycie o chlebie i wodzie, bo tak zdrowiej, a na zachodzie wrecz namawiaja do jedzenia wszystkiego! Ja po porodzie dostalam kanapke z ogorkiem, jogurt truskawkowy i sok ananasowy do picia! Kazali tylko obserwowac reakcje dziecka i wtedy ewentualnie cos odstawiac.
    W Finlandii odsetek kobiet karmiacych piersia do ukonczenia 4 miesiaca zycia wynosi 80%, Ale tutaj kobiety przez caly okres karmienia otrzymuja realna pomoc, wsparcie, nawet bank mleka i wypozyczalnie profesjonalnych laktatorow. W Polsce tymczasem kobiety sa terroryzowane by karmic, ale pozostawione same sobie. I zamiast kojarzyc karmienie piersia z czyms przyjemnym i naturalnym miotaja sie, przechodza katusze, bo zle przystawiaja, denerwuja sie, dziecko tez sie stresuje i zle ssie raniac piersi, lykajac powietrze, potem kolki, baki itp. Nie dziwie sie wiec, ze przechodza na mm.

    Moje podejscie jest takie, ze ja sie nie wtracam w wychowanie i karmienie innych dzieci. Nie zauwazylam tez, aby ktorekolwiek w przedszkolu mialo wypisane na czole: bylem karmiony mm, bylem karmiony mlekiem z piersi.

    Nie mniej jednak nie zgadzam sie z teza z jednego z komentarzy, ze kobiety karmiace mm madrzej rozszerzaja dziecku pozniejsza diete. To totalna bzdura i glupota tak generalizowac. Wy podchodzicie odpowiedzialnie do wyboru mm i staracie sie wybrac najlepsze, a my karmiac piersia tez uwazamy, ze robimy najlepiej i najzdrowiej i chcemy kontynuowac ten sposob zywienia pozniej. Ja tez latalam w poszukiwaniu najlepszych jarzyn, jajek, miesa. I tez nie karmilam niemowlaka pasztetem 😉

    Pozdrawiam!
    Xonia

    • Pat, cieszę się, że zawitałaś. 🙂
      Widisz, ludziom nie dogodzisz. Zawsze komuś będzie przeszkadzał Twój wybór. Najważniejsze to mieć świadomość tego, że robi się dobrze. Ja długo jej nie miałam.

  • Karmiłam Natke przez 2 miesiące piersią i normalnie szczerze żałuje bo to może łez wylane wiecznie głodna Natka która nie dojada bo w cyckach brak i zawsząd te ataki że co ze mnie za Matka szczerze najlepsza jaka mogłabyc dla mojej córki zbudowąłyśmy więź karmiąc się butla i przytulając. Moim zdaniem nie można generalizować i nikt nie ma prawa nam się wtrącać jak karmimy czy mm czy naturalnie. Nie każda kobieta może karmić tak się zdarza tak jak z porodem naturalnym nie każda kobieta może urodizć naturalnie dla nei ejdnej bezpieczniejsza jest CC i nie tylko dla niej ale również dla dziecka. Poprostu świat zaczął wariacje natemat natury. I nie twierdze że jest to złe ale spójrzmy na to racjonalnie nie każda urodizn naturalnie nie każda zajdzie w ciąze naturalnie i nie każda da rade karmić naturalnie indywidualna kwestia ot co ! i nikt nie powinien sie w to wtrącać 🙂 Pamiętaj ejsteś najlepsza mamą dla swojego syna a kto twierdiz inaczej na tego najlepiej nie zwracać uwagi a jak lekarz ma z tym jakiś problem to go zmień.:)

  • Problem niezmiernie wazny! Bardzo podoba mi sie poina, ktora zakonczylas swoj wpis.
    Wazne jest nie ocenianie innych i nie mieszanie sie w prywatne i intymne wybory.

    Ja mam rocznego chlopca na stanie, wychowujemy go w duchu rodzicielstwa bliskosci.
    NIedawno oberwalo mi sie od pewnej zaprzyjaznionej mamy, kiedy jej powiedzialam, ze jeszcze syna karmie piersia i ze spimy w trojke w jednym lozku. Bylo mi bardzo przykro, gdyz sa to bardzo indywidualane wybory.
    NIkt nie proboje nam mowic czy do sypialni z partnerem zabierac piorko czy pejcz, czemu wiec w tej materii ludzie chca byc eksperatmi? Tak dlugo jak dziecko otoczone jest wlasciwa opieka i nie dzieje mu sie krzywda to nasza prywatna sprawa!

    Mieszkam w UK, tu niewiele matek przyjezdza na porodowke z zamiarem karmienia.
    Ciagle wspominam dziewczyne, ktora lezala na przeciwko mnie w sali poporodowej, w swojej szpitalnej torbie miala dwie zgrzewki: jedna z MM w jednorazowych butelkach ze smoczkiem, a druga z puszkami coca-coli.
    To nieodosbniona historia, a kolejne pokolenie butelkowych z przekonania matek.
    Nikt ich nie krytykuje, nieocenia, maja prawo do wlasncyh wyborow.

    Natomiast ja prawie kazdego dnia w tym dziwnym kraju musze tlumaczyc sie przed przedstawicielami sluzby zdrowia, niepolskimi kolezankami albo innymi osobami zwiaznymi zawodowo z dziecmi z moich wyborow dotyczacych wychowania mojego syna. A ze wyborow niezgodnych z ogolnie przyjetymi dokonalam sporo, to zamiast wdawac sie w dyskusje, zmieniam temat, zbywam anegdotka, albo mniej lub bardziej niewinnym klamstwem.

    • Ktoska, i tak źle, i tak niedobrze. Ludziom nie dogodzisz. Ważne, żeby robić to, co uważa się za słuszne i najlepsze dla własnego dziecka, a krytykujących „życzliwych” omijać szerokim łukiem.

  • Nie dajmy się zwariować, dobrze powiedziane! ja też byłam pewna, że karmić będę tylko piersią. Synek urodził się z poważną wadą, przez cc. Nie umiał ssać, więc ściągałam pokarm ile się dało. Mały po operacji i hospitalizacji słabo przybierał, a mnie wszyscy męczyli, że musi dostawać moje mleko, bo bez tego mleka nie wydobrzeje. trzy i pół miesiąca mordowałam się karmiąc go godzinami butelką albo zachęcając do piersi z marnym skutkiem. w końcu pediatra wyraziła zgodę na wcześniejsze wprowadzenie innych produktów. i okazało się, że przeciery je chętnie, a kaszkę uwielbia. i dopiero wtedy zaczął nabierać masy. żałuję, że nie mogłam karmić i moje dziecko nie korzystało zbyt długo z dobrodziejstw mleka mamy, ale czasem się nie da, a położne, które mówią, że dzieci karmione sztucznym są gorsze powinny się dwa razy zastanowić.

  • Moja historia jest podobna. Też nie wyobrażałam sobie że nie będę karmić piersią, chociaż wiedziałam iż nie będzie mi łatwo (mam wklęsłe sutki). Przeczytałam wszystko co się da, kupiłam nakładki formujące, stosowałam masaże, żeby te sutki wyszły. No i najważniejsze wierzyłam, że się uda do tego stopnia że nie czytałam nic na temat karmienia mm, nie kupiłam nawet smoczka bo to przecież zaburza ssanie. Nie zapomnę jak moja mama miesiąc przed moim porodem zadzwoniła do mnie i w trakcie rozmowy zapytała się czy kupiłam butelki, bo jak wrócił ze mną do domu to ja nie chciałam pić z cycka a oni nie byli na to przygotowani i zrobili mi mleko w butelce po piwie z pożyczonym smoczkiem. Pamiętam że strasznie się zdenerwowałam na mamę, powiedziałam że zemną tak nie będzie, że ja zrobię wszystko żeby się udało. Oczywiście wszystko zweryfikowało życie. Urodziłam tydzień po terminie i najbardziej bałam się, że będę miała cesarkę bo przecież poród SN najlepiej wpływa na laktację. Sam poród szkoda gadać, ale najbardziej bałam się że nie uda mi się nakarmić córki, jak ona złapie brodawkę i sutek. Nie będę się rozpisywać jak wszyscy są pomocni na oddziale położniczym. Niech Pani przystawia dziecko wyciągnie sutek. Tak mi powyciągało że miałam jeden wielki strup. Wyleczyłam piersi i znowu spróbowałam kp Moja córeczka nie najadała się i ciągle płakała. Gdy okazało się że mam obniżoną macice i wypada mi pochwa zrezygnowałam z karmienia piersią, gdyż brak miesiączki obniża poziom estrogenów, które ujędrniają tkanki, więc dalsze karmienie to ryzyko że sprawa się pogorszy. Zrobiłam to świadomie i nie chciałam się usprawiedliwiać. Najgorsze w tym wszystkim jest to że po nocach śni mi się jak karmie piersią, że nawet na mleku które kupuje pisze że mleko matki jest najlepsze. Mam wyrzuty, bo na portalach dla dzieci ciągle czytam jakie te mieszanki zawierają paskudztwa i jak ja truje swoje dziecko. Twój wpis droga matko wariatko jest głosem wielu osób, a te które w komentarzach opisały swoje historie, to tylko szczyt góry. Moim zdaniem lobby kp wynika po prostu z tego że Polska podpisała jakiś dokument który zabrania reklamy i promocji mleka początkowego. Moim zdaniem nikt nikomu nie powinien narzucać jak ma karmić swoje dziecko, gdyż jest niewiele osób które podały swojemu dziecku mm bo tak będzie wygodniej, myślę że w większości była to konieczność (bo czy nie jest najważniejsze by dziecko było najedzone a nie głodne).
    Mnie zastanawia tylko jedno, czy mleko matki pozbawione jest tych wszystkich szkodliwych substancji, które spożywamy, wdychamy lub mamy kontakt przez skórę. To tak na marginesie. Pozdrawiam

  • ilosc komentarzy świadczy o tym jak trudny to temat…
    popłakałam się… chciałabym jak najlepiej dla mojej córki u nas dotyka to równiez sprawy jedzenia pokarmów przetworzonych, których nie chciałabym dawac a musze bo mała nie jadła by nic prócz gotowanej przeze mnie papki – zupki i właśnie mleka mm, jak podaje łyzeczkę gotowego serka czuje się zle, ja wiem dlaczego własnie TEN produkt podaje, nie dlatego ze chce – podkreslam raz jeszcze, tylko dlatego, że muszę! czasem widze spojrzenia, czy wykrzyczenia internetowe na temat zdrowej diety malucha tzw eko matek i popadam w poczucie winy ze krzywdze moje dziecko, ale gdyby tych cudownie karmionych matek osobiste dzieci miały problemy z nadwrazliwoscia układu czuciowego, nadreaktywnosc w okolicy oralnej, pewnie pisałyby inaczej… i dokladnie tak jak piszesz Wiola najpierw dowiedzmy się w czym jest problem a potem atakujmy 😉

    • Marta, nie rycz! 😉 Spójrz na komentarze. Zobacz, ile matek ma z tym problemy. Ile musiały się nacierpieć. Dobrze wiedzieć, że nie jest się samą ze tym problemem.
      A co do ekomatek, to staramy się jeść raczej zdrowo, ale żywieniowym oszołomom mówię stanowcze NIE. 🙂

  • Droga Matko Wariatko!

    Dzięki za ten wpis! …wiem że wiele jest podobnych wpisów w internecie i mam te z sporo znajomych które miały podobny problem, nie mniej jednak twój wpis pomógł mi się pozbyć poczucia winy o kolejne 10%
    Mój Leoś ma 2 miesiące, dopiero wprowadzam mm tak aby stopniowo zakończyć karmienie piersią, ale nie wdając się w szczegóły męczę się z tym strasznie i pomimo ogromnego wsparcia mojego partnera oraz mojego lekarza który mi ciągle powtarza abym nie dała się wkęcić w nagonkę na karmienie piersią jako jedyne słuszne to mam wyrzuty sumienia że bezpowrotnie zabiorę coś mojemu dziecku i że oczywiście wyląduje w grupie ” zła matka”.
    Jak widać na mnie też zadziałało lobby o karmieniu piersią- a nie powinno, a na pewno nie w ten sposób gdyż ja tak samo kocham swoje dziecko jak mamy które będą karmiły przez rok, tak samo będę dbała o rozwój swojego maluszka jak mamy które nie miały problemów z laktacją i tam głeboko w środku wiem że moje dziecko będzie szczęśliwe i radosne tylko to te jak wspomiałaś „życzliwe osoby”, społeczeństwo, system robi mi miazgę z mózgu a ja głupia daje się im.
    Ale dzięki twojemu wpisowi mniej 🙂

  • Uważam, że kwestia wyboru metody karmienia jest indywidualna. Nie mamy prawa nikogo oceniać. Jeśli chodzi o mnie to w ciąży byłam święcie przekonana że będę karmić piersią i to długo. Istotne były dla mnie także kwestie ekonomiczne Pamiętam jak wskutek ćwiczeń zadanych przez położną prowadzącą szkolę rodzenia czułam na półmetku ciąży kapiący pokarm z piersi i byłam przeszczęśliwa. Pierwsze dni nie były lekkie, ale pokonałam przeciwności. Poza tym miałam kryzys, zastanawiałam się nad wprowadzeniem mm, gdy w 4 m.ż. syn zaczął wolno przybierać na wadze. Lekarz pediatra nie była w ogóle wspierająca mego karmienia naturalnego. Na dodatek zbliżał się czas mojego powrotu do pracy i lekarka po prostu stwierdziła, żebym przeszła na mieszankę, bo nie dam rady pracować i karmić. Pracuję już prawie rok i nadal karmię syna piersią. Na szybki koniec naszej mlecznej drogi nic się nie zapowiada…

      • Te ćwiczenia polegały na złożeniu dłoni, jak do modlitwy, na wysokości pępka, mostka i czoła i naciskanie dłońmi na siebie, to pobudza mięśnie w klatce piersiowej (te od „bułeczek” pod pachami). W ogóle bardzo sobie chwalę i wszystkim polecam gorzowską Szkołę Rodzenia przy szpitalu na Dekerta.

        • Uczeszczalam do niej. Tez sobie chwale, te cwiczenia tez wykonywalam, pani Wioleta nieoceniona, tak prowadzila zajecia ze nie bylo tematow tabu: od ksrmienie po rodzenie na szczepieniach konczac- zawsze merytorycznie ale tez empatycznie i bez oceniania !

  • Dziękuję ci za poruszenie tematu. Jak słusznie zauważyłaś, nigdzie nie można dostać informacji na temat mm. Nikt też nie mówi o tym, że karmienie piersią to nie tylko przyjemność, ale i ogromny ból, krzyk i łzy. Jak wszystkie mamy założyłam sobie, że będę karmić piersią. Niestety miałam cesarkę, więc pierwszym posiłkiem Franka była butla. Do piersi dostawiałam mimo wszystko, chcąc podołać zadaniu, jakie współczesny świat stawia kobietom – karmić naturalnie bo to jedyna droga. Jednak z każdym następnym razem ból sutków (o którym nikt wcześniej nie mówił – nie wiem czy w waszym przypadku było podobnie, ale u mnie wszystkie znajome opowiadały o bólu porodowym – który podobno szybko się zapomina, nikt jednak nie wspomniał, o tym jak bardzo może boleć karmie naturalne). Przez miesiąc leczyłam sutki, zanim przestały boleć. Po tym czasie okazało się, że laktacja nie jest wystarczająca, syn płakał, chciał jeść, ja nie miałam jak go zaspokoić, więc w ruch poszło mm. To dopiero był ból, na pewno nie jestem osamotniona, to psychiczne uczucie porażki. Do dziś jak sobie to przypomnę, łzy napływają do oczu. Kiedy jednak poradziłam sobie z tą sytuacją, widząc zadowoloną buzię najedzonego Bombla przychodził kolejny problem – inne mamy. Jednym z pierwszych pytań, jakie padały podczas spotkań z innymi mamami -„karmisz piersią?”. To poczucie bycia gorszą, złą, uczucie wstydu i zażenowania. Tego chyba też nigdy nie zapomnę.
    Jednak dzięki takim postom, blogom matek zmagających się z podobnymi problemami zaczęłam patrzeć na problem inaczej, pomału odzyskiwałam pewność siebie jako matka, której na początku tak bardzo mi brakowało.
    Na koniec odniosę się jeszcze do tej „więzi” o której wspomniałaś, która tworzy się przy karmieniu piersią. U mnie i o tym nie mogło być mowy. Mimo iż jakimś cudem dałam radę karmić do końca 6 miesiąca (zrezygnowałam świadomie), ciągle dokarmiając mm, to karmienie piersią za każdym razem to był horror. Mały przy piersi wył, krzyczał, rozglądał się po otoczeniu, nie pamiętam karmienia (poza nocnymi), w którym Franek przyssał się do piersi i jadł przez kilkanaście minut, aż się nie najadł. Każde karmienie trwało kilkanaście minut, a były to najgłośniejsze minuty w ciągu dnia. Ani mi, ani jak sądzę jemy nie sprawiało to przyjemności i mowy nie było o tworzeniu jakiejkolwiek więzi. A karmiąc butlą też można się do tego małego, ciepłego ciałka poprzytulać, popatrzyć sobie głęboko w oczy. A jaka frajda, kiedy malec wyrywa Ci butlę z ręki i sam się karmi, a tobie pozostaje tylko obserwować i przytulać mocno, moooocno, aby wiedział, że jesteś i że zrobisz wszystko aby ono było szczęśliwe. :]

  • Ewo! Kazdy ma prawo wyboru!!! W dzisiejszym swiecie nie jest łatwe karmić piersią chociażby ze względu na pracę, obowiązki. Wiele kobiet prowadzi swoje firmy, których nie zamkną na parę miesiecy, tak było w moim przypadku. Drugiego dziecka też nie będę karmić i to świadomie od samego początku! Szkoda czasu i nerwów. Mam duże piersi, było to dla mnie mega krepujące, trchnicznie sobie z tym nie radzilam. Nie uważam, ze skrzywdzilam tym swoje dziecko. Ma swietna wiez zarówno z mama i tata dzieki temu! I dobrze mi z moim wyborem. Aha! Zadna reklama nie sklonila mnie do tego wyboru, po prostu zycie.

  • świadomie nie karmiłam i nie karmię.
    przy Em spróbowała i nie wyszło, po miesiącu była butelka i mój uśmiech.
    pierwszy miesiąc życia starszej córki wspominam jako koszmar, wszystko kręciło się wokół cycka.
    czy czerpała radość z macierzyństwa? w życiu.

  • Naprawdę nie rozumiem jak można pisać o lobby kp kiedy w tym kraju dzieci karmionych piersią powyżej trzeciego miesiąca życia jest tylko ok 10%. Rozumiem Twój żal, ale zauważ, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i bądź bardziej obiektywna. Patrzysz na to przez pryzmat swoich poglądów i wspomnień. Niestety jak dowodzą badania lobby mm naprawdę jest wielkie i tak, wiele kobiet kupuje jakieś mleko lub korzysta z darmowych próbek tylko dlatego, że są tańsze i za darmo. Sama patrząc od drugiej strony widzę wszystko całkiem inaczej. Słyszałam komentarz „co z ciebie za matka, dziecko głodzisz” tylko dlatego, że moja córka była chuda (nie za chuda). Milion razy słyszałam oburzone „jeszcze karmisz?” gdy dzieci miały powyżej szóstego miesiąca życia. Naprawdę mi przykro, że skotkało Cię to wszystko i że tak się poczułaś przez to, ale nie oszukujmy się w świecie, gdzie jest tak niski odsetek kobiet karmiących naturalnie mówić o lobby kp jest po prostu żartem lub totalnym brakiem wiedzy.

    • Ewa, dla mnie lobby jest czymś, co wywiera nacisk. Czy producenci mm wywierają nacisk? Nie wiem. Produkują mleko, więc dbają o swoje interesy. Mam wrażenie, że nacisk wywierany jest tylko ze strony osób, które za wszelką cenę chcą, aby wszystkie kobiety karmiły piersią i nie obchodzi ich to, że niektóre nie mogą, inne nie chcą. Wiem, że matki karmiące również mają wiele problemów ze względu na sposób karmienia, który wybrały. Stąd też mój apel, aby szanować każdą decyzję i nikomu niczego nie wytykać. Mam wrażenie, że przez takie naciski z każdej strony na to, aby kobieta karmiła piersią, część z nich się blokuje. Nie wiem, czy tak nie było w moim przypadku. Czy stres tego nie zepsuł.

  • Aj bosko 😀

    Moją historię znasz ale mogę się nią jeszcze raz podzielić. Myślę, że gdyby nie mój mąż, który w 5 dobie życia naszego synka, po nieprzespanej nocy, dziecku na cycku wiszącym praktycznie bez przerwy od 23 do 5 rano zdecydował, że dajemy mm, bo w końcu po to ono jest, żeby NAKARMIĆ dziecko, pewnie dalej bym siedziała i przystawiała Dominika i za każdym razem zaciskała zęby bo sutki miałam poobdzierane do krwi, odciągane mleko było czerwone. A na następny dzień i tak trafiłam do szpitala z komplikacjami poporodowymi (nieustanny ból głowy i rozchodząca się rana – infekcja). I dzielny tatuś walczył sam prawie 2 doby z kilku dniowym noworodkiem. Myślę, że dzięki temu mają taką fajną więź. Do tej pory mały spędza więcej czasu z tatą a nie z mamą (ze względu na godziny pracy). Nigdy się nie martwię czy tatuś sobie poradzi, bo wiem, że tak. Karmienie piersią mi nie wychodziło ze względu na duży biust – mój cycek po prostu dusił synka i jedną ręką musiałam kierować sutek do buzi dziecka a drugą trzymać cyca co by go nie udusił. Żadna pozycja nie była dla nas wygodna. Odpuściłam. I poczułam się szczęśliwszą matką. Ale dopiero po tym jak wycierpiałam swoje wyrzucając sobie, że nie jestem wystarczająco dobrą mamą, bo nie karmię piersią. A później powtarzałam sobie jak mantrę „szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko” i tak do skutku. Gdy zobaczyłam, że mały jest najedzony i zadowolony, rozwija się prawidłowo, albo i ponad przeciętną w niektórych kwestiach. Ale karmienie MM nie jest pozbawione wad! Buteki, smoczki, odpowiednia temperatura wody, ale najwazniejsze – odpowiednie mleko. Przeszliśmy chyba przez 6 różnych w około tygodniowych odstępach czasu, aż natrafiliśmy na takie po którym dziecko się uśmiechnęło po pierwszej butli i tak mu zostało. Pytając położną o bardzo dużą ilość śmierdzących pierdków dziecka usłyszałam, że to normalne. Jednak moja intuicja mnie nie zawiodła i po zmianie mleka na nasze „cudo” dziecko się zmieniło momentalnie. Matki karmiące MM błądzą po omacku bo nikt nie powie, które mleko jest dobre a które nie (chyba, że lekarz ma korzyści od danego producenta). Testują na swoich dzieciach, bo widzą, że jednak coś jest nie tak, że coś dziecko chce przekazać bo płacze, pręży się czy ma problem z kupką. A lekarz czy położna powie tylko, że to norma, kolki a najlepszy jest cycek 😉 I każdy zapomina, że niestety ale MM jest cholernie drogie, a cycek jest darmowy.
    Mam wrażenia, że w czasach kiedy chcemy być w związku partnerami karmienie piersią nie do końca się sprawdza – ojciec nie ma kiedy nawiązać więzi z dzieckiem, a kobieta przez to nie ma szans być kobietą, bo jest tylko cyckiem. A jak nie karmi to próbuje odespać bo w nocy czeka ją milion pobudek, bo dziecku chce się jeść najwięcej w nocy. Może kiedyś to było dobre gdy kobieta była tylko kurą domową wychowującą dzieci, mieszkającą w wielopokolwniowym domu, gdzie miała matkę i babcię do pomocy, ale niestety teraz kobieta ma być partnerem w związku i życiu a co za tym idzie – pracować i najlepiej jeszcze dobrze wyglądać. Mamy, teściowe i babcie niejednokrotnie same są jeszcze czynne zawodowo i nawet jakby chciały to nie mają możliwości pomóc młodej mamie. Mnie też karmiono MM i żyję i mam się dobrze. To nie jest trucizna.

    Wolę karmić moje dziecko mm, ale później świadomie dawać mu do jedzenia zdrowe rzeczy niezawierające cukru czy soli, niż karmić piersią a później karmić pasztetem czy czekoladą w wieku kilku miesięcy. Amen ! 🙂

    • A w ogóle to mam wrażenie, że matki karmiące mm są później bardziej wyczulone co dają dziecku do jedzenia jak już rozszerzają dietę, czytają tabele, szukają co najlepiej i kiedy, kupują organiczne słoiczki albo same gotują tylko ze sprawdzonych produktów. Skoro nie mogły dać dziecku tego co najlepsze – piersi to później chyba w jakiś sposób próbują to nadrobić i karmiąc dziecko tylko tym co jest najlepsze. Nie mówię, że każda matka tak ma, i nie mówię, że te karmiące piersią karmią dziecko byle czym, niemniej jednak mam wrażenie, że te karmiące mm bardziej się starają w tym względzie 🙂

      • Magda, ja też byłam karmiona butlą, bo cycka nie chciałam. Ciekawe spojrzenie na karmienie od strony związku parterskiego. Jaśko też ma bardzo dobry kontakt z tatą. Mam wrażenie, że jakby miał wybierać, to wybrałby tatą. Ale u nas od ponad roku był taki podział – ja zajmuję się Jaśkiem w dzień, on w nocy. Na początku wstawaliśmy do niego na zmianę. Potem już tylko Grzesiek. Przez to teraz tak mocno śpię, że nawet nie słyszę jego płaczu w nocy, jak się przebudzi. Taka ze mnie matka do kitu. 😉

        Widzę, że w UK tak samo brak informacji na temat karmienia mm jak u nas.

        Co do rozszerzania diety, to często odnoszę podobne wrażenie. Ale może tak nam się wydaje, bo jednak większość matek karmi na początku piersią, tak samo jak większość daje dzieciom śmieciowe jedzenie.

  • Mam dwojke dzieci i obydwoje karmilam piersia poltorej roku i ciesze sie ze moglam bo duzo kobiet chce anie moze. Oczywiscie oprucz matek ktore nie moga karmic sa i takie ktore nie chca i maja takie prawo i nikt nie powinien tego krytykowac. Co do wiedzy jaka przekazuja chocby w szpitalu to nawet z matkami karmiacymi maja problem mnie wyposcili w takim stanie ze gdy by nie znajoma pielegniarka wyladowala bym z pewnoscia z powrotem do szpitala. Drugie dziecko urodzilam w szpitalu w francji i tu bylam traktowana z wielkim przywilejem bo kobiety w francji zadko karmia i mimo ze juz mialam doswiadczenie w karmieniu to dowiedzialam sie duzo przydatnych rzeczy. Pozdrawiam wszystkie mamy te karmiace jak i te nie karmiace piersia rowniez

  • Super tekst. Miałam dokładnie tę samą sytuację. W ciąży nie wyobrażałam sobie innego karmienia niż piersią. Nie interesowalam się nawet tym tematem, bo po co. I tak będę karmić piersią. Przecież mm to jakieś jakiś sztuczny twór, które podają swoim dzieciom patologiczne matki itp.

    No ale potem był poród w 36 tyg, 2 tygodnie pod respiratorem. I moje przerażenie, że on nie ma siły ssać piersi, ja nie jestem w stanie wylaktatować odpowiedniej ilości. Pamiętam te straszne wyrzuty sumienia, gdy szłam po mleko w szpitalu dla małego. Byłam cholernie sfrustrowana.

    Pamiętam miliard pomysłów doradców laktacyjnych: przystawiać co pół godziny, z sondą, z dwoma sondami, przez palec. I słowa jednej z nich: musi się Pani trochę pomęczyć. Urlop macierzyński nie jest po to żeby spać, musi się Pani poświęcić dla dziecka.

    Byłam tak cholernie sfrustrowana. Że mi nie wychodzi, że żadna metoda nie działa. Że nie jestem w stanie dać mojemu dziecku tego co najlepsze.

    Na szczęście wszyscy moi bliscy pukneli się w głowę i powiedzieli: przestań się zadręczać. Rób tak jak Ci podpowiada instynkt. I to była najlepsza rada jaką dostałam. Bo nie ma nic gorszego niż matka sfrustrowana. Strasznie żałuję, że pierwszy miesiąc Franka pamiętam tylko i wyłącznie jako ciąg moich frustracji i wyrzutów sumienia. Że nie mogłam się nacieszyć tymi pierwszymi chwilami.

    Myślę, że każdy ma prawo karmić tak, jak chce. Nikt nie podważa zalet karmienia piersią, ale nie dajmy się zwariować. Chorują tak samo, rozwijają się też tak samo. Kwestia przywiązania zależy od naszego stanu psychicznego, sił i cierpliwości na codzień.

    Jeśli chcesz, karm piersią. Jeśli nie, to nie. To jest kwestia indywidualna i zależna od tylu czynników, że nikt nie ma prawa nikogo w tej kwestii oceniać. Ważne żeby kobieta miała wolność i swobodę w wyborze. Żeby nie musiała się nikomu tłumaczyć. Bo nikt nie jest w stanie być na jej miejscu i wiedzieć co ona przeżywa. To ona urodziła, to jej dziecko i ona wie najlepiej.

    Zgadzam się, że informacji dt jak karmić mm, jakim itp jest bardzo mało. My też sami musieliśmy kombinować. Dlatego popieram, że informacje dotyczące obu metod powinny być łatwo dostępne i podawane mamom bez żadnego „ale”.

    Dla mnie najważniejsze jest, że syn jest zdrowy, super się rozwija. Niedługo będą iść mu zęby, potem zacznie chodzić. Pójdzie do przedszkola, szkoły, na studia. Czy ja wtedy będę pamiętać jak go karmiłam? Nie sądzę. To będzie jakiś minimalny urywek z jego życia. Nie ma sensu tracić na to zbyt dużo energii. Zadecyduj sama i daj innym podjąć tę decyzję. I wiedz, że jest ona najlepsza.

    Lepiej skupić się na innych kwestiach. Jak go wychować żeby wyrósł na fajnego faceta? Na tym się muszę skupić 🙂

    • Ula, genialnie napisane. I to Ty wyjęłaś niektóre słowa z moich ust. Właśnie – zamiast cieszyć się pierwszymi chwilami z maluchem, my byłyśmy sfrutrowane, a po głowie krążyły tylko myśli w stylu „karrm, karm, przystawiaj, coś na pewno źle robisz”. Dobrze, że mamy bliskich, którzy potrafią spojrzeć na takie sytuacje z dystansem. A o wychowanie swojego syna się nie martw. Ma mądrą mamę, więc na pewno wyrośnie na fajnego faceta. 🙂

  • Uwielbiam Pani teksty!! Jakby mi Pani z ust wyjela czesc opowiesci:) karmie piersia juz 4 miesiace . Maly juz poczul butelke i siedze jak dojna krowa z laktatorem 2-3 h/dobe. Od poczatku czuje presje, przymus… Jak wprowadzilam w 2 miesiacu mm to pediatrom musialam sie tlumaczyc i czulam sie wyrodna matka bo dokarmiam…

    • Anulinanulin, nie „pani”. Wiola jestem. Staro się czuję przez tę „panią”. 🙂 Najgorszy właśnie jest ten przymus. Nikt nie myśli o tym, jak taka presja blokuje kobietę. A przecież szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko. 🙂

  • W 100% mogę się podpisać pod tym tekstem. Ja też miałam masę problemów z karmieniem piersią i praktycznie zero wsparcia. To wbrew pozorom wcale nie jest takie naturalne, ani dla matki, ani dla dziecka – oboje się muszą tego nauczyć. Po 5 dobach w szpitalu i wyciu z bólu poprosiłam lekarzy o zatrzymanie laktacji, do pokoju w którym leżałam zwalił się cały oddział i każdy przekonywał mnie, że to egoistyczne i że tak nie można. Bo przecież dobro dziecka… A ja od 5 dni chodziłam i błagałam o pomoc, o radę. I jej nie dostałam. Za to do krytyki byli pierwsi. Zrobili mi pranie mózgu. Zgodziłam się, że jednak będę nadal karmić piersią. Lekarze wyszli, położne wyszły a ja sama z moim problemem zostałam wypisana ze szpitala. I tylko jednak osoba mi pomogła – mój ginekolog, z którym miałam kontakt jedynie przez telefon. Wysłuchał, pocieszył, pokrzepił, poradził co zrobić. I powiedział, że jeśli chce to w każdej chwili mogę przyjść do niego po receptę na zatrzymanie laktacji. Uspokoiłam się. Poczułam, że w razie czego mam wyjście awaryjne. Zacisnęłam zęby i dalej walczyłam. Po 4 tygodniach bólu, nerwów, chodzenia 24 h/ dobę owinięta kapustą wygrałam na chwilę. Udało się. nie na długo. karmienie piersią miało uchronić dziecko od alergii, moja dieta była coraz bardziej restrykcyjna a dziecko miało coraz silniejszą wysypkę. Pod koniec jadłam już tylko brokuły, kaszę jaglaną i wieprzowinę gotowaną, do picia – woda. Schudłam 13 kg w porównaniu do wagi sprzed ciąży (a zawsze byłam szczupła). Wyglądałam jak szkieletor. Szukałam przez 3 miesiące razem z panią alergolog mm, które by nie alergizowało synka, bez skutku. W końcu trafiliśmy do profesora, który zmartwiał na mój widok, wyglądałam już jak anorektyczka. Wyszukał jeszcze jedną mieszankę której do tej pory nie testowaliśmy (ostatnia na rynku, gdyby ona też wywołała alergię to albo ja albo mój syn – któreś z nas by się zagłodziło w końcu). To był strzał w dziesiątkę. Oczywiście alergia była niezależna od karmienia piersią. Ale sprawiła, że ta od początku trudna dla mnie sytuacja byłą jeszcze trudniejsza. Zamiast cieszyć się dzieckiem, przez pół roku strasznie się męczyłam.
    I jak słucham o tych dobrociach wynikających z karmienia piersią, o tym, że to dla dobra dziecka, że prawdziwa matka to ta która karmi, to tylko nad jednym się zastanawiam – dlaczego nikt tak na prawdę nie wspiera kobiet karmiących? Nie pomaga im? nie uczy? dlaczego na wizytę u prywatnego doradcy laktacyjnego (a jedna wizyta to zdecydowanie za mało!!!) trzeba zapłacić 150 zł a takich świadczeń nie ma w ramach nfz???? dlaczego kobieta, która nie karmi (piersią) to ta złą, wyrodna matka???

    • Czytam i jakbys moja historie spisala… z tym, ze mi nawet gino nie pomogl. A wsparcie meza. Mama ani tesciowa nie karmily piersia. Chyba nie rozumialy do konca czemu w tak zlym stanie psychicznym z tego powodu jestem. Mowily – no to daj buteleczke. A ja nawet chcialam chowac zdjecia gdzie karmie mala butla. Chore! Szpital popsul wiele. To byl koszmar.
      Nam sie udalo po miesiacu slicznie jesc. Cycki jak mleczarnia i co? Przez kolejne 4 walczylam z kupami, sluzem i bolem dzidziusia. Co slyszalam? Karmic. Ale przeciez sluz to niszczenie sluzowki, nastepstwa moga byc na dluzsza mete nawet neurologiczne…
      Okazalo sie, ze laktoza. Nawet moja jej nie sluzy. Mleczko na recepte i problem zniknal…
      Tylko wczesniej mialam diete eliminacyjna… jadlam tylko ziemniaki i makaron bezlaktozowy…ja za to przytylam po ciazy…ech… a moglobyc tak pieknie od poczatku

  • Kochana! Nareszczcie! Nareszczcie mądry tekst cyckowy! Miałam ten sam problem. Z cyckiem ni cholery sobie nie radziłam. Atak ZEWSZĄD! Rodzina, znajomi. Pij dużo, napij się piwa, PRZYSTAWIAJ, PRZYSTAWIAJ, PRZYSTAWIAJ!!! A ja dół, coraz więcej rycze, zamiast cieszyć się maleństwem pije, rycze, no i PRZYSTAWIAM. Mój kochany mąż w końcu powiedział „dość, Ty nic nie musisz! Nie udało się, trudno”. No i tak jak piszesz, mieliśmy straszny problem z mlekiem początkowym ponieważ nigdzie nie mogłam o nim przeczytać, a wiadomo, każdy lekarz mówił co innego. Mąż musiał je wszystkie kupić, poczytaliśmy i zadecydowaliśmy. I może inne matki mnie zjedzą za tą opinię ale żałuję, że wcześniej sie nie poddałam. Po prostu nie moja bajka i tyle. Nic nikomu do tego. Jak ja się cieszę, że w końcu ktoś jest po mojej stronie

    • A ja się cieszę, że tak wiele głosów mam po swojej stronie. 🙂 Czasami mam wrażenie, że to przez ten terror laktacyjny wiele matek ma problemy z karmieniem piersią. Zamiast się zrelaksować, cieszyć macierzyństwem, to robią wszystko, żeby się udało. Bo przecież tak TRZEBA. Stresują się i wszystko się blokuje. Dobrze jednak, że mamy mądrych mężów, którzy potrafią poukładać co nieco w naszych w głowach. 🙂

  • „Co do tego, że mleko mamy jest najlepszym, najzdrowszym pokarmem dla dziecka, nie ma żadnych wątpliwości. Dziecko buduje z matką niepowtarzalną więź itp”…co do tego że jest najlepsze ja jednak wątpliwości mam…znam sporo dziewczyn które karmiły piersią, dziecko ulewało, miało kolki jak sto diabłów albo źle przybierało, po włączeniu mm problemy mijały jak ręką odjął dlatego ja osobiście jestem zwolennikiem tezy że przeważnie jest najlepsze ale niestety zdarzają się wyjątki i wtedy lepiej odpuścić niż katować i siebie i biedne dziecko…
    Obie moje córki na mm praktycznie od urodzenia, dopajane w miarę możliwości moim mlekiem jednak ilości były znikome. Obie córy zdrowe, super się rozwijają, maja ze mną fajna więź. Co do tej więzi to tez uważam że to bzdura i jedna z tych legend pokroju tego że z cycków leci nam nektar bogów i nic lepszego poza swoim mlekiem dziecku dać nie możesz ( bo co tam miłość, troska, bliskość – nie – cycek najważniejszy) Starsza córa nie widzi świata poza tata więc wnioskuję że mimo wszytsko musiał ją piersią karmic bo jak to inaczej wytłumaczyć 😛
    A tak na prawde to brakuje mi rzetelnej wiedzy, tego żeby ktos otwarcie kobietom mówił jakie sa plusy i minusy karmienia zarówno MM jak i KP. Bo każda kpbietka która karmiła piersią doskonale wie że ma to swoje minusy…czemu nikt o tym nie mówi? Czemu MM jest zawsze złe a KP dobre – więcej obiektywizmu…ale tu chyba jeszcze długa droga przed nami…

    • Monia, no niestety – i w jednym, i w drugim przypadku brak jest rzetelnych informacji. Teraz i tak mamy dobrze – wszystko możemy znaleźć w internecie. Nasze mamy musiały męczyć się same. Chociaż one pewnie nie były krytykowane za to, w jaki sposób karmiły swoje dzieci.
      A co do tego, że kp jest najzdrowsze dla dziecka, to właściwie też mam pewne wątpliwości. Ale tak mam wpojone, że tak właśnie jest, że nie mogę uwierzyć, że może być inaczej. 😉 Wiele dzieci moich znajomych, które były karmione piersią wychodziło wagowo poza górne granice siatek centylowych. Może spowodowane było to tym, że karmiąc piersią, karmi się na żądanie i te dzieci potrafiły wisieć na cycku całymi dniami. Poza tym te same maluchy bardzo często chorowały, łapały co chwile jakieś infekcje. A niby mleko matki zawiera tyle przeciwciał… Nie wiem, co o tym myśleć. Na pewno przy kolejnym dziecku i tak zawalczę o karmienie piersią. Jak mi to wyjdzie – zobaczymy. Przynajmniej teraz nie będę się tak zamartwiać, jak się nie uda.

      • No właśnie. Mi to się marzy taka sielanka – rodzisz dziecko podają Ci je i pytają jak chcesz karmić – piersią czy butelką. Podajesz odpowiedź a położna spokojnie krok po kroku tłumaczy, pomaga, wyjaśnia co i jak, bez narzucania, pogardy itp. I tu nie chodzi o to że jestem przeciwnikiem karmienia piersią bo absolutnie nie. Sama walczyłam przy starszej raptem tydzień ale przy młodszej 3 tyg wstając w nocy i siedząc godzinę z laktatorem zeby trochę mimo wszytsko tego mojego „nektaru Bogów” dostała 😛 Moje córy chowane na butli, obei bardzo odporne – ja teraz chociażby siedzę z zapaleniem oskrzeli juz 3 tydzien, młode zdrowe a nie chodze w kombinezonie ochronnym i nie mijam ich na kilometr. I najgorsze jest to że o KP mówi się w samych superlatywach – czemu nikt Ci szczerze nie powie że będziesz do dziecka uwiązana, że będziesz wstawac w nocy i to nie tylko na poczatku ale tez duzo dłużej, że często będziesz robiła za smoczek uspokajacz, że to Ty będziesz lulac, usypiac, tulić a twój mąż/partner stanie się chcąc niechcąc rodzicem drugiej kategorii – tym bez cycka…Czemu dziewczyny które z dumnie uniesioną głową bo karmią piersią po kilku miesiącach mi się żaliły że mają dosyć, że dziecko pije tylko z cycka a butelką rzuca na kilometr że się nie da odstawić. Że tylko ona kładzie, że nia ma opcji wyjśc gdzieś samej na dłużej, o wyjściu na imprezę ( tak na impreze, matki też czasem chciałyby się spotkac z koleżankami i potańczyć ) nie ma mowy bo dziec wyje w domu bez cycka przy buzi non stop….i prędzej czy później padał – jesuuu jak ja Ci zazdroszczę tej butelki. I tu nie chodzi o to że butelka jest lepsza ( choc z mojego punktu widzenia jest zdecydowanie lepsza i wygodniejsza w uzytkowaniu bo daje Ci cos co pierś zabiera – WOLNOŚĆ ) ale o to żeby szczerze i otwarcie mówić kobieta sama podejmie decyzję ale niech wie na co się pisze….

        • Monia, my już takiej „sielanki” raczej nie doczekamy. Ale może za jakiś czas zmieni się myślenie ludzi. Może na pierwszym miejscu zaczną stawiać komfort i zadowolenie matek i dzieci, a nie ból, krew, łzy i depresję. Od razu w głowie pojawia mi się taki głupi przykład – mówi się, aby nie jeść jajek od kur z chowu klatkowego, bo są stłamszone, zestresowane w tych klatkach, nie zaznały nigdy wolności. I przez to ich jajka są gorszej jakości. Miałam wrażenie, że jak wreszcie uda mi się rozbujać laktację, to mój pokarm będzie taki, jak te najgorsze jajka. 😉

    • Wciaz piszecie,ze slyszy sie jakie karmienie p jest dobre, a butelka ivnaganne. A ja od urodzenia synka karmie go piersia – kilkanascie mies. i co slysze? Jeszcze pani karmi? Takie duze dziecko? To nie wypada, to niewlasciwe, to za dlugo, to bezwartosciowe dla dziecka. To sa dopiero zabobony! A kto te bzdury mi wmawia? Lekarze i polozne, mile panie. I to wbrew temu co zaleca WHO. Jednak Polska sluzba zrowia to medyczny ciemnogrod. Poziom wiedzy i kompetencji jest zenujacy, tylko po co wtracaja sie i pietnuja matki, ktore chca postepowac zgodnie z wlasnym instynktem maciezynskim?

  • zgadzam się z Tobą, powiem Ci jak to jest z drugiej strony-oczywiście nie zawsze, ale w moim przypadku. matki cyckowe też mają do bani. Tak dużo o tym wszędzie piszą ale w większości mija się z prawda. W szpitalu zostałam sama z tym wszystkim, a niby tak pomagaja. jasne, pytając czy wziąć dokarmić dziecko butlą. Nigdzie nie piszą że przez pierwsze miesiące to karmienie piersią to ból krew płacz nie tylko dziecka ale i matki. Nie idzie ruszyć dupy z fotela tylko siedzi się z cycem na wierzchu. I Nie ostrzegają że potem są te kryzysy 3 tygodnia 3 miesiąca. potem znów płacz. że dziecko nie dojada a już bardzo trudno nauczyć butelki. I Nie ostrzegali że bardzo ale to bardzo trudno dziecko odcyckowć bo mimo 17 miesięcy i stałych posiłków chodzi za tobą wieczorem i pokazuje TO albo płacze jak nie dasz. o tym wszystkim nie napisali w tych poradniach. Ja dostałam z. nimi saszetke bebilonu. mogłam sama sobie wypić. Gdybym wiedziała ile mnie te karmienie będzie kosztować sądzę że może po 2 czy 3 miesiącu dziecko dostałoby butle. jeszcze o wielu rzeczach tam nie napisali, a te słodkie zdjęcia matek karmiących. . . zrobiliby mi wtedy zdjęcie:-) Więc ja uważam tak źle tak niedobrze ale jeść dziecku trzeba dać:-)
    a a te pytanie znajomych TY JESZCZE KARMISZ ? nie kur . . . tylko nim każde dziecko szybko gdzie odcyckować, mimo iż bardzo się chce.:-)

    • Sonia, nie było mi dane poznać Twojej sytuacji, ale słyszałam wiele opowieści na ten temat i mogę tylko wyobrażać sobie, jak ciężko jest cyckowym matkom. Trochę zazdroszczę Wam jednak tej bliskości z dzieckiem, bo Jaśko rzadko kiedy sam z siebie się przytula. Modyfikowane matki terroryzowane są przez „życzliwych”, a cyckowe przez dzieci. 😉

      • Kochana z tym tuleniem to nie ma reguły, tu jednak duzo od dziecka zalezy, moje córy obie na mm – starsza tylko do taty się lepi, do mnie sporadycznie, za to młodsza to taki mój mały przylepiec….a żadna na cycku nie była, ot takie przytulasy sie trafiły…wcale nie powiedziane że Twój synek by się bradziej tulił, przychodziłby moze na łynia mlkea i leciał dalej 🙂

  • Świetny artykuł ! Wreszcie ktoś poruszyl ten temat. W mojej opinii od jakiegos czasu trwa swego rodzaju nagonka na mamy butelkowe począwszy od szpitali po tzw. Życzliwych. Karmienie piersia lub butelka to jedynie sprawa matki.

  • MatkoWariatko czytając twój post czułam się tak, jakby to była moja historia. Bardzo się z Tobą zgadzam, też należę do kobiet, których natura nie obdarzyła bogactwem ww problemie. Choć karmiłam prawie 3 miesiące, tzn. starałam się karmić bo Młody ciągle się nie najadał i dokarmiałam mm (a raczej dokarmiałam cyckiem). Najgorsza w tym wszystkim jest presja, która niszczy całą radość z macierzyństwa! Ludzie Kobieta też człowiek!

  • A mnie jak dotąd nie skusily reklamy mm a cora w maju będzie miała 2latka.karnie ja nadal dlatego ze MAM taka możliwość i chce to robić.STARSZA core karmilam 8 miesięcy bo na tyle pozwoliła mi praca potem przeszlismy na mm i jakoś nie uważam ze to krzywda jakąś była..wystarczy swoj rozum mieć i co najważniejsze liczyć siły a nie zamiary i postępować wg własnego poglądu.

  • To prawda, na punkcie karmienia piersią panuje jakieś szaleństwo. Ja w trakcie pobytu w szpitalu pokarmu w ogóle nie miałam, choć piłam bez przerwy wodę i herbatki laktacyjne. Próbowałam też rozruszać laktację przystawiając dziecko a jak dziecko spało w ruch szły laktatory. I nic. Panie z neonatologii z wielką łaską przychodziły nakarmić moje dziecko mm zawsze z gigantycznym wyrzutem dlaczego się nie staram. Dziecko spadało wciąż na wadze. Pobyt w szpitalu to był koszmar. W domu kupiłam sobie mm i na spokojnie karmiłam. Mieliśmy problem, bo mały strasznie ulewał. Czasem wyglądało to tak jakby więcej ulał niż wypił. Pytałam lekarzy, byliśmy też na usg brzuszka. Każdy wzruszał ramionami i mówił, że wszystko jest git. W drogerii znalazłam mleko z opisem „dla niemowląt z tendencją do ulewań” – to było nasze zbawienie. Dlaczego żaden pediatra nie powiedział nam o takim mleku? Bo wg. nich miałam karmić piersią a nie mm. Niech ich… Mały to specjalne mleko pił półtora roku zanim nie minął problem z ulewaniem. Do dziś nawet nie wiem co było przyczyną, tak skrzętnie omijano ten temat i zbywano mnie napomnieniami i pouczeniami jak to niezdrowo jest nie karmić piersią. Do nikogo nie docierał komunikat, że nie miałam czym karmić. Moja mama miała identycznie nie wiem może to genetyczne. Za jej czasów jednak nie było takiej obsesji jak dziś. Wg. wszystkich „coś źle robiłam”. Dziewczyny nie dawajcie sobie wmówić takich bzdur

  • Hmm, ja urodziłam synka naturalnie, karmiłam małego 8 miesięcy piersią, ale nie o tym. W żadnym momencie nie czułam się lepiej od mam karmiących butlą i tych, które musiały zostać poddane cesarskiemu cięciu. Nigdy nie uważałam, że są gorsze itd, to sprawa indywidualna i INTYMNA, więc myślenie, że taka matka jest gorsza/lepsza to jakieś zabobony. Nie dajmy się zwariować.

    • Ewela, cieszę się, że według Ciebie to są zabobony. I oby więcej osób tak myślało. Ale spójrz na komentarze poniżej. Każda mama, która karmi/karmiła mm spotkała się z krzywdzącą krytyką.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *