Jest jedna rzecz, która łączy wszystkie mamy na całym świecie – strach. + NIESPODZIANKA dla Was

DSC_8333 by .

Każda mama czuje strach o własne dziecko. Jedne mniejszy, inny większy, ale nie ma mamy, która nie boi się o zdrowie i życie dziecka. Pod tym względem wszystkie jesteśmy takie same. Niektórym jednak udaje się oswoić ten strach.

We wpisie Ten, kto nie jest rodzicem, nie wie, co to prawdziwy strach pisałam Wam o tym, że odkąd zobaczyłam dwie kreski na teście ciążowym, zaczęłam się bać. Zaczęłam się bać nie tylko o zdrowie i życie dziecka, ale też o to, jak ja sobie z tym wszystkim poradzę, co zrobię w trudnych dla dziecka sytuacjach, w czasie choroby. Pisałyście wtedy, że macie podobne obawy. Odzywały się też mamy dorosłych już dzieci. I to one dopiero uświadomiły mi to, że ten strach nigdy nie minie. Zawsze będzie mi towarzyszyć. Czy to za 10, czy za 30 lat – zawsze będę się bać o własne dzieci. Mogę jedynie nauczyć się radzić sobie z tym strachem.DSC_8297 by . DSC_8298 by . DSC_8301 by . DSC_8304 by . DSC_8305 by . output_gxE70Q by .

Wspominałam Wam, że gdy dzieci się urodziły, odetchnęłam nieco z ulgą, ponieważ wiedziałam, że od tej pory będę miała większy wpływ na ich zdrowie. Przez pierwsze miesiące życia pierwszego dziecka znałam na pamięć objawy wszystkich chorób wieku dziecięcego. Moją ulubioną lekturą do snu był kalendarz rozwoju niemowlaka. Wszystko analizowałam, porównywałam, sprawdzałam. Nie dawałam sobie chwili na radość, cieszenie się macierzyństwem. Byłam kłębkiem nerwów, który bał się o wszystko. Każdy objaw odbiegający nieznacznie od normy był dla mnie źródłem ogromnego stresu i strachu. Nigdy wcześniej nie bałam się tak, jak wtedy, gdy zostałam mamą. Macierzyństwo uruchomiło we mnie strachy, o których istnieniu nie miałam pojęcia.

Myślałam, że gdy urodzi się drugie dziecko, trochę się uspokoję. Czułam się już przecież macierzyńską weteranką, która wie, jak reagować w różnych sytuacjach, która praktycznie na pamięć zna encyklopedię zdrowia dziecka. Rzeczywistość pokazała, że jest jednak zupełnie inaczej. Na pewne sytuacje nie da się przygotować. Nigdy nie przewidzimy, co nas czeka. Bo kto planuje, że – jak w moim przypadku – urodzi skrajnego wcześniaka? Pojawiły się więc kolejne, zupełnie nieznane mi strachy.

Na szczęście te wcześniacze strachy odeszły w niepamięć. Zostały te, z którymi zmaga się większość z nas – choroby, mniejsze lub większe wypadki, złamania, skręcenia, poparzenia itp. I choć już przy każdym kolejnym katarze nie jawi się przede mną wizja zapalenia płuc, to czuję, że każda niewiadoma budzi mój większy lub mniejszy niepokój. Gdy dziecko podejrzanie długo śpi (co raczej rzadko się u nas zdarza), zawsze muszę sprawdzić, czy aby na pewno wszystko jest ok.

Czasem zazdroszczę mojemu Grześkowi tego luzu, tego że potrafi racjonalnie ocenić sytuację, że nie podchodzi do problemów tak bardzo emocjonalnie jak ja. A może podchodzi, tylko nie dają po sobie tego poznać? Może wie, że musi być dla mnie ostoją, bo inaczej zwariowałybym do reszty? Na szczęście doskonale się uzupełniamy. On zwariowałby, gdyby musiał zapamiętać, jaki rozmiar ubrań i butów noszą dzieci, gdzie leżą piżamy, a gdzie koszulki, kiedy mają wizytę u lekarza i jakie leki trzeba im podać w chorobie.

DSC_8372 by . DSC_8377 by . DSC_8333 by . DSC_8334 by . DSC_8336 by . output_NRnIEj by .

Oswajanie strachów we dwójkę na pewno jest znacznie łatwiejsze niż w pojedynkę. I jestem wdzięczna losowi, że dał mi takiego faceta, przy którym mogę być sobą ze wszystkimi moimi lękami i strachami. To on jest pierwszą osobą, która nauczyła mnie nie bać się bać. To przy nim zrozumiałam, że strach nie jest zły, jeżeli się nad nim panuje. To on pokazał mi, że strach o kogoś jest oznaką miłości. To dzięki niemu dotarło do mnie, że dzieciom udziela się mój nastrój. Wiem, że strachu nie pozbędę się już nigdy, ale mogę tak sobie z nim radzić, żeby nie odczuwały go moje dzieci, żeby ze spokojem pokonywały wyzwania, jakie stawia przed nimi życie.

Boicie się, że dziecko nagle zachoruje? Że nie poradzicie sobie z tym wszystkim? Martwicie się, że nikt nie udzieli Wam wsparcia? Że dziecko zostanie samo w szpitalu? Że jego choroba spowoduje duże zaległości w szkole? Te strachy nie są Wam obce? Każda mama tak ma! Do napisania tego wpisu i podzielenia się z Wami moimi strachami zaprosiła mnie marka LINK4 Mama. Marka, w której ubezpieczona jestem ja i dzieci. Korzystamy z ubezpieczenia Link4 Mama. Kwotę Waszego ubezpieczenia możecie sprawdzić w kalkulatorze na stronie – kalkulator LINK4 Mama. Jest on bardzo prosty i intuicyjny. Na pewno się w nim nie pogubicie. W skład Pakietu dla dziecka wchodzi m.in. Assistance Szybka Pomoc -w czasie pobytu dziecka w szpitalu LINK4 Mama zorganizuje łóżko dla mamy, lub zorganizuje i opłaci korepetycje (gdy dziecko zachoruje i ma zaległości w szkole).

W ramach pakietu można wybrać również ubezpieczenie NNW – w przypadku nieszczęśliwego wypadku zostanie wypłacone świadczenie (bez znaczenia, czy wypadek wydarzył się w żłobku, przedszkolu, szkole, czy na zajęciach dodatkowych). W assistance Zdrowie -W przypadku choroby do dyspozycji rodzica jest konsultacja telemedyczna z lekarzem o każdej porze dnia i nocy, zorganizowanie wizyty u lekarza specjalisty i pokrycie połowy kosztów takiej wizyty. Poza tym – w czasie pobytu dziecka w szpitalu po nieszczęśliwym wypadku ubezpieczenie nie tylko zadba o łóżko dla mamy, ale również wypłaci 100 zł za każdy dzień pobytu dziecka na oddziale. W przypadku gdy rodzic nie będzie mógł wyjść do apteki, wystarczy jeden telefon, żeby opiekun odebrał od rodzica receptę, wykupił leki i dostarczył je do domu (ubezpieczenie pokrywa koszt leków do 250 zł).

DSC_8340 by . DSC_8355 by . DSC_8358 by . DSC_8362 by . output_o4YKmJ by . output_uBWGq9 by .

LINK4 Mama chce nam pokazać, że strachy można oswoić, okiełznać je i nie bać się ich. Na pewno nie da się ich wyeliminować całkiem z naszego życia, ale da się z nimi żyć tak, aby nie utrudniały nam funkcjonowania i pozwalały cieszyć się życiem.

Konkurs

Mam dla Was konkurs z bardzo fajnymi nagrodami. Wystarczy, że pod postem napiszecie:

Co robicie, aby nie bać się bać macierzyństwa?

Nagrodami w konkursie są walizkaPuccini, ramki na zdjęcia oraz zestaw gadżetów.

Konkurs trwa od 5 listopada do 12 listopada.

Zwycięzców wyłonię do 16 listopada. Wyniki zostaną opublikowane w tym wpisie.

Link do regulaminu znajdziecie tutaj – regulamin

DSC_8175 by .


Wyniki

Mam już wyniki. 🙂

  • nagroda główna – Roksana
  • nagrody dodatkowe – ewa, Agnieszka T. i Agnieszka Napiórkowska

Ogromne gratulacje!

Odezwijcie się do mnie, proszę, na: kontakt@matkawariatka.pl podając Wasze dane teleadresowe (adres i telefon).

40 komentarzy

  • Lęk towarzyszy wszystkim ważnym decyzjom i zmianom w moim życiu, ale właśnie to ten związany z macierzyństwem jest najsilniejszy. Zmianę pracy można odłożyć w czasie, ze zmianą mieszkania można również najprawdopodobniej poczekać, ale macierzyństwo jest wyjątkowe – nie ma przed tym ucieczki, trzeba stawić czoło tej sytuacji. Najbardziej obawiam się o zdrowie moich dzieci i swoje, obawiam się przyszłości (co będzie za 20 lat?), obawiam się wypadków komunikacyjnych, problemów ekonomicznych, kataklizmów i końca świata, którym jestem straszona w zasadzie przez całe moje życie. Zdarzają się dni, szczególnie te pochmurne i deszczowe, kiedy wszystkie te lęki spadają na mnie jednocześnie i dosłownie przytłaczają. Powalają. Zatykają dech w piersiach. Pojawia się panika.
    I co? Generalnie nic z tego, czym jestem na co dzień straszona nigdy się nie wydarzyło. Dzieje się jedynie w mojej głowie i skołatanym sercu. I zupełnie mnie to wykańcza! Odbiera radość życia i poczucie spokoju. I przede wszystkim nie ma najmniejszego sensu. Nie znam przyszłości, nie mogę jej przewidzieć, nie wiem co się stanie, więc postanowiłam nie tracić energii i radości życia na zamartwianie się. Przez 24 godziny na dobę mamy nieustanny dostęp do wszystkich tragedii świata, a o tym co na świecie jest piękne i dobre media raczej nas nie informują, dlatego prawie wcale nie oglądam telewizji, a informacje w internecie czytam wybiórczo.
    Dużo bardziej doceniam natomiast mój dom, moją całą rodzinę i wszystkie związane z nią obowiązki. Nawet jeśli dzieci marudzą i są nieznośne. Ale są. Całe i zdrowe. I wiem, gdzie są. To daje mi poczucie niesamowitej radości. Doceniam zdrowie i staram się o nie dbać. Cieszę się, że mam najcudowniejszych rodziców na świecie, na których zawsze mogę liczyć. I cieszę się, że mogę spotkać się z siostrą i bratem i zjeść z nimi i ich rodzinami kolację i pobyć razem. Skupiam się na dniu dzisiejszym i staram się przeżyć go najlepiej jak jestem w stanie.

  • Robię listę, prowadzę kalendarz. Notuję, zapisuję, sprawdzam, odhaczam. Tak by o niczym nie zapomnieć w wirze obowiązków, zabawy klockami, czy po prostu po nieprzespanej nocy. Kazałam mężowi wykupić ubezpieczenie, znaleźć w razie „W” kontakt do najlepszego pediatry w mieście, który przyjedzie nawet w niedzielę wieczorem, a także kontakt do najcieplejszej, najukochańszej niani, która poratuje mnie, gdy będę musiała zająć się intensywniej starszakiem lub maluchem mając mniej czasu dla dziecka środkowego. I co najważniejsze, coś co sprawia, że macierzyństwa się nie tylko nie boję, ale i cenię je ponad wszystko. Codziennie też dzwonię do swojej mamy, by pamiętała, że o niej pamiętam.

  • Macierzyństwo zmieniło bardzo moje nastawienie do świata, I prawdą jest że wraz z pojawieniem się dziecka, pojawił się strach, bliżej nieokreślony ale dający o sobie znać bardzo często. Moja walka o dziecko trwała kilka lat, może dlatego w moim odczuciu boję się jakby bardziej, ale…jest to miłość idealna – taka dzięki której jestem w stanie przezwyciężyć wszystko. Smutek, żal i strach. Ten strach po stokroć wynagradza radość, nadzieja, wiara, szczęście które widzę co dzień w tym maleńkich oczach.
    Tylko tyle i aż tyle.

  • Jak sie nie bac? – nie da sie, mozna tylko sprawic aby strach nie rzadzil Twoim zyciem. Kiedy bylam z corka w ciazy przyszedl kolega meza i powiedzial ze jego pierwsze dziecko zmarlo po kilku dniach. Wbrew pozorom nie spowodowalo to u mnie napadu leku o zycie mojego nienarodzonego malenstwa ale sprawilo ze zaczelam doceniac i dziekowac Bogu za kazdy dzien obecnosci moich dzieci na swiecie.

    Moje maluchy nie sa z tych co siedza w jednym miejscu, wspinaja sie po futrynach i niejeden raz wlosy mi deba stawaly, ale tak jak powiedzial Jerzy Lec „zyc jest bardzo niezdrowo. Kto zyje ten umiera” i ja pragne, aby ich zycie bylo zyciem a nie wiezieniem zbudowanym ze strachu ze w cos moze sie im stac, bo nie ja o tym decyduje, nie lezy w moich mozliwosciach ustrzezenie ich przed kazdym niebezpieczenstwem.

  • Jak radzę sobie z rodzicielskim strachem? Gdy moje córki czegoś się boją pokazuję im jak można lęk skanalizować. Nazwać, oswoić, nauczyć się z nim żyć lub pokonać. Ja sama tak robię. Przede wszystkim staram się określić dokładnie co wywołuje strach, jakie sytuacje, zachowania, okoliczności i zadaję sobie pytanie jak ich uniknąć a jeśli się nie da – przygotować sobie „magiczne” talizmany lub rytuały, procedury, dzięki którym poczucie bezpieczeństwa choć odrobinę wzrasta. Przykład? Choroba – mam zawsze pod ręką najważniejsze leki, taksówkę w szybkim wybieraniu i namiary na całodobowo dostępnego dobrego pediatrę. Pogoda psuje nam plany – schowane pudło z niespodzianką uratuje sytuację. Psuje się auto – jestem w stanie zapakować całą rodzinę w jedną walizkę i pociąg. Jasne, nie wszystko jesteśmy przewidzieć czy zaplanować ale jest wiele sytuacji, których jako rodzice możemy się spodziewać. Nie wszystko spada nam na głowę bez ostrzeżenia, bo to, że wylądujemy w szpitalu z kilkulatkiem i rotawirusem to raczej kwestia czasu a nie wyjątkowego pecha. W dobie Internetu i nieograniczonego wręcz dostępu do informacji nie jest sztuką wiedzieć do kogo udać się, gdy pojawi się konkretny problem. Według mnie tylko działaniem jesteśmy w stanie uporać się ze strachem. Albo walczyć z nim, albo przeciwko niemu.

  • N-nieszczęście zawsze może się przytrafić, dlatego ubezpieczyłam swoje dzieci
    I- intensywnie uczę się udzielania pierwszej pomocy
    E-entuzjastycznie podchodzę do propozycji mojego męża: zrób sobie wolny wieczór, ja zostanę z
    dziećmi

    B-bardzo dużo przytulam pociechy
    O-opiekuję się swoimi dziećmi najlepiej jak potrafię
    J-już zrozumiałam, że nadmierne martwienie się nie rozwiązuje problemów
    E-ewentualność wypadków przewidziałam jeszcze gdy byłam w ciąży

    S-staram się nie panikować i nie uprawiać “czarnowidztwa”
    I-irracjonalne jest dla mnie “trzymanie dzieci na smyczy”
    E-edukuję się w zakresie zdrowia

    M-mam prawo popełniać błędy
    A- angażuję do pomocy męża, nie biorę wszystkiego na siebie
    C- czytam wiele porad innych matek
    I- idealnie rozpracowałam plan dnia, żeby nie umrzeć z wycieńczenia
    E-eliminuję zagrożenia na które mam jakiś wpływ
    R-rozmawiam z moimi dziećmi i stawiam zrozumiałe reguły
    Z- zdrowie dzieci doceniam każdego dnia, bo na przyszłość nie zawsze mam wpływ
    Y-Yeti mógłby zaatakować moje dzieci,dlatego dobór odpowiedniego ubezpieczenia to kwestia u mnie
    przemyślana;)
    N-nigdy nie przerzucam swoich lęków na dzieci
    S-staram się być dobrym słuchaczem i obserwatorem
    T-tłumaczę dzieciom, jakie mogą ponieść konsekwencje
    W-wolne chwile są potrzebne także mnie
    A-analizuję jak w podobnej sytuacji zachowałaby się moja mama

  • N-nieszczęście zawsze może się przytrafić, dlatego ubezpieczyłam swoje dzieci
    I- intensywnie uczę się udzielania pierwszej pomocy
    E-entuzjastycznie podchodzę do propozycji mojego męża: zrób sobie wolny wieczór, ja zostanę z dziećmi

    B-bardzo dużo przytulam pociechy
    O-opiekuję się swoimi dziećmi najlepiej jak potrafię
    J-już zrozumiałam, że nadmierne martwienie się nie rozwiązuje problemów
    E-ewentualność wypadków przewidziałam jeszcze gdy byłam w ciąży

    S-staram się nie panikować i nie uprawiać “czarnowidztwa”
    I-irracjonalne jest dla mnie “trzymanie dzieci na smyczy”
    E-edukuję się w zakresie zdrowia

    M-mam prawo popełniać błędy
    A- angażuję do pomocy męża, nie biorę wszystkiego na siebie
    C- czytam wiele porad innych matek
    I- idealnie rozpracowałam plan dnia, żeby nie umrzeć z wycieńczenia
    E-eliminuję zagrożenia na które mam jakiś wpływ
    R-rozmawiam z moimi dziećmi i stawiam zrozumiałe reguły
    Z- zdrowie dzieci doceniam każdego dnia, bo na przyszłość nie zawsze mam wpływ
    Y-Yeti mógłby zaatakować moje dzieci,dlatego dobór odpowiedniego ubezpieczenia to kwestia u mnie przemyślana;)
    N-nigdy nie przerzucam swoich lęków na dzieci
    S-staram się być dobrym słuchaczem i obserwatorem
    T-tłumaczę dzieciom, jakie mogą ponieść konsekwencje
    W-wolne chwile są potrzebne także mnie
    A-analizuję jak w podobnej sytuacji zachowałaby się moja mama

  • Nie oszukujmy się. Bycie mamą to wspaniałe, ale też trudne zadanie. Na początku bardzo się stresowałam i bałam się o moje dziecko. Czy nie jest mu za zimno, czy jest głodny, dlaczego płacze, czemu nie śpi. Chodziłam za nim krok w krok, kontrolowałam, tam nie idź, uważaj itp.. Chciałam być perfekcyjną matką. Po krótkim czasie takie zachowanie dało mi się we znaki. Byłam bez przerwy zmęczona, zestresowana, rozdrażniona, zniechęcona. Nie miałam w ogóle czasu dla siebie. Nic mnie nie cieszyło. Czułam się przytłoczona nadmiarem obowiązków. STOP! Tak nie można! Zaczęłam szukać w Internecie i weszłam na jakieś forum dla młodych mam. Zaczęłam czytać ich wypowiedzi i nie mogłam uwierzyć, jakbym czytała opis swojego życia. Podjęłam internetową konwersację i to właśnie one uświadomiły mi, że nie jestem robotem i też mam prawo nie radzić sobie ze wszystkim. Szczerze porozmawiałam z mamą, która bardzo mi pomogła i przejęła na siebie część obowiązków. Wreszcie miałam 2-3 wolne popołudnia w tygodniu. Nie chciałam siedzieć w domu, bo kojarzyły mi się tylko z obowiązkami i co chwila wyszukiwałam co jest jeszcze do zrobienia. Chciałam ten „cenny” czas aktywnie wykorzystać i zapisałam się na zumbę- połączenie intensywnych ćwiczeń i świetnej zabawy, miks latynoskiej muzyki i tańców z aerobikiem. Po zajęciach mam wiele energii i pozytywne emocje, a dodatkowo kształtuje się ciało i poprawia kondycję. Jakoś również inaczej spojrzałam na swoje macierzyństwo i codzienne życie. Pewnie wynikało to z rozmów z dziewczynami, które chodzą na zumbę i same też są mamami. Dały mi bardzo cenne rady, które wzięłam sobie do serca. Uświadomiły mi, że szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko, i nie powinnam mieć wyrzutów sumienia, że robię coś wyłącznie tylko dla siebie. Nieocenione jest też wsparcie partnera, który kiedy trzeba przytuli i wesprze dobrym słowem. Męskie, silne ramię zawsze ochroni i da oparcie. Prowadzę też kalendarz. To taki mój prywatny organizator życia, w którym zapisuję też fajne myśli, cytaty z książek, inspiracje. Warto mieć każdego dnia również odrobinę spontaniczności na wypadki poza planem i uśmiech, który jest dobry na wszystko.

  • Żeby nie bać się macierzyństwa, staram się po prostu, najzwyczajniej w świecie żyć chwilą która twa, bo pewne jest to, że ona już nigdy się nie powtórzy. Pozostawiam sobie miejsce na błędy, które każdy z nas popełnia, czerpię z nich jakąś lekcje i w kolejnej chwili staram się być lepsza mamą. To mi wystarczy, by nie bać się o przyszłość swojego dziecka

  • Mam doskonały sposób na depresyjne spadki to czytanie bloga ,,Matki Wariatki ” .Dzięki Niej macierzyństwa się nie boję i mogę ruszać na zakupowe dla mojego maleństwa podboje .Czytam książki dla starszaka a macierzyństwo to pojawienia się na świecie nowego pokolenia oznaka .Poranek to walka o przetrwanie więc ja zaczynam pakieciku ,,Jano i Wito ” czytanie .W matce zawsze będzie tkwił strach o troskę swych dzieci nawet jeśli wiele lat przeleci .Takie jest właśnie matki serduszko ,że zawsze będzie podążać swego dziecka dróżką .Chętnie spędzamy przy maleństwach ranki a nocy czytamy mądre usypianki .Zadławienie czy zakrztuszenie bo ja bezpieczeństwo w moim domu sobie cenie .Matka ma względem swego dziecka zawsze myśli szczere i podróżuje z nim wygodnym kamperem .Dziecko nie zaliczy nigdy na chodniku kraksy gdy na swych stopach będzie miała nałożone wygodne Feelmaxy .Macierzyństwo nie budzi w Nas strachu ale stawia na nogi a my żeby uspokoić swe myśli możemy zastosować pozycje znane z jogi .Matka będzie zawsze na potrzeby swego dziecka czuła a jej brzuszek z maleństwem to 9 miesięczna ,,Czasu Kapsuła”. Matka to nigdy nie jest dla swej pociechy kobieta zdradziecka i warto uświadomić ,że istnieje bardzo naturalny DREWNIANY ŚWIAT DZIECKA .Gdy jako matki będziemy dużo czytały to nigdy macierzyństwa nie będziemy się bały .Zabezpieczmy swe oko a Nasza rola w byciu prawdziwą matką będzie spoko .

  • Strach matki ma ogromniaste oczy,
    Z przerażenia – budziłam się w nocy,
    Czy podołam zadaniu ? Czy gotowa,
    Z nadmiaru pytań, pękała mi głowa.

    Macierzyństwo było mi wyzwaniem,
    Abstrakcyjnym oto wtedy zadaniem,
    Bałam się ogromnie, nie byłam sama,
    W chwilach tych wspierała tak mama.

    Aby nie bać się roli, wracam myślami,
    A macierzyństwo zamykam szponami,
    Wracam do chwil, gdy mama chowała,
    Ona siłę do walki, ze strachem mi dała.

    Bo pokazała, że wszystko tkwi w głowie,
    Niech już każdy z Was, dzisiaj się dowie,
    Że ja się nie boje, bo mam swe sposoby,
    Podpowiadają w głowie bliskie mi osoby.

    Myślę sobie, że jestem do tego gotowa,
    Że mamuśka ze mnie będzie wyjątkowa,
    I to właśnie sprawia, że strach pokonuje,
    Bo tu każdego dnia myśl taką pielęgnuje.

    Powtarzam sobie słowa, że jestem taka,
    Że kocham i wychowam super dzieciaka,
    Znikają wszystkie lęki, i radość powraca,
    Młoda mama w macierzyństwie zatraca.

  • Strach matki ma ogromniaste oczy,
    Z przerażenia- budziłam się w nocy,
    Czy podołam zadaniu ? Czy gotowa,
    Z nadmiaru pytań, pękała mi głowa.

    Macierzyństwo było mi wyzwaniem,
    Abstrakcyjnym oto wtedy zadaniem,
    Bałam się ogromnie, nie byłam sama,
    W chwilach tych wspierała tak mama.

    Aby nie bać się roli, wracam myślami,
    A macierzyństwo zamykam szponami,
    Wracam do chwil, gdy mama chowała,
    Ona siłę do walki, ze strachem mi dała.

    Bo pokazała, że wszystko tkwi w głowie,
    Niech już każdy z Was, dzisiaj się dowie,
    Że ja się nie boje, bo mam swe sposoby,
    Podpowiadają w głowie bliskie mi osoby.

    Myślę sobie, że jestem do tego gotowa,
    Że mamuśka ze mnie będzie wyjątkowa,
    I to właśnie sprawia, że strach pokonuje,
    Bo tu każdego dnia myśl taką pielęgnuje.

    Powtarzam sobie słowa – że jestem taka,
    Że kocham i wychowam super dzieciaka,
    Znikają wszystkie lęki, i radość powraca,
    Młoda mama, w macierzyństwie zatraca.

  • Mimo że mój staż „matkowania” jest dość krótki (1,5 roku) to z dnia na dzień wraz ze wzrostem odwagi u mojego dziecka, u mnie wzrasta niepokój o niego. Mam wielkie szczęście- mój syn jest bardzo ostrożny w nabywaniu nowych umiejętności, co nie przeszkadza mu w zdobywaniu umiejętności alpinistycznych. Według mnie najważniejsze jest bycie obok dziecka, wspieranie go, tłumaczenie co jest bezpieczne A co niekoniecznie dlatego że on musi wiedzieć że ja zabraniam mu niektórych rzeczy nie że względu na jego dobro, a dzieci na prawdę wiele rzeczy rozumieją jak się im wytłumaczy.
    Oczywiście podstawą jest łóżeczko bez zbędnych gadżetów, dobry fotelik samochodowy, czy kask na rower, ale istota jest również przykład, który dajemumy dziecku.

  • Nigdy nie chciałam budować swoje macierzyństwa na lęku. W ciąży czułam się super i cieszyłam na poród. Po porodzie pierwszy lęk dopadł mnie, gdy miałam wykąpać dziecko – byłam wręcz w rozsypce, bo czułam, że nie dam rady zrobić tego dobrze. Ale mimo mojego lęku udało się. Strasznie bałam się każdej wizyty kontrolnej u pediatry, potem wizyt u specjalistów np kardiologa, czy neurologa. Czułam, że te lęki przysłaniają mi radość z bycia mamą. Nie pamiętam, kiedy dokładnie pozbyłam się tych czarnych myśli, ale wiem, że bez nich jest lepiej. Oczywiście zastanawiam się nad przyszłością i tym, jakie będą moje dzieci. Wiem, że mam naprawdę niewiele czasu, zanim one wyfruną z domu – gniazda. Chcę zbudować z nimi dobrą relację, by czuły, że w domu są ich korzenie. Jednocześnie chcę, by moje dzieci odnalazły się w świecie i dlatego uczę je samodzielności, szacunku do siebie i innych. Tym samym dodaję dzieciom skrzydeł. Wyzbywam się lęku, by nie przekazywać go potomkom. Taki jest mój patent na macierzyństwo bez lęku.

  • Co robić żeby nie bać się macierzyństwa?
    A czy jest się czego bać?
    Ja się nie boję, nigdy się tego nie bałam. Mam trójkę dzieci w wieku: 10 miesięcy, 4 lata i 9 lat.
    I mimo iż obowiązków jest wiele i czasem ręce opadają to jest po prostu pięknie. Te rączki ściskające moje dłonie, oczy wpatrzone w moją twarz, te buziaki i inne cudowne chwile.
    I jedyne czego się boję to nie macierzyństwo! Czasem różne myśli krążą po mojej głowie szczególnie kiedy wkoło słyszy się o śmierci. I tego się boję panicznie. Co będzie kiedy mnie zabraknie? Co z moimi małymi córeczkami? Oby nigdy się tak nie stało!

  • Na wstępie mego niezdarnego wywodu,  chciałam tylko rzec,  że pomyłka jest w zadanym wydaniu – powinno brzmieć „…aby mniej bać się macierzyństwa „. Nie ma opcji by matka nie bała się bycia mama. Ja prawie padam na zawał jak widzę 37,6 na termometrze i mam ochotę w takim momencie wyzywać dr. Housa,  nie wierząc w ogóle w możliwości polskiej służby zdrowia … Nie ma opcji by zbili małemu tak „wysoka” gorączkę 🤣 Boję się w każdym momencie , począwszy od pierwszego dnia dzieci w domu po urodzeniu , siedząc przy łóżku z lusterkiem przy ich ustach,  sprawdzając czy oddychają, poprzez brak kupki przez trzy dni i mogę tak wymieniać w nieskończoność.  Ten lęk nie skończy się nigdy, tak twierdzi moja babcia , która pochowała troje dzieci i teraz cały lęk przelała na nas 25cioro!! wnuków… to dopiero jest wyzwanie.  Aby mniej bać się macierzyństwa,  wsłuchuje się w siebie i potrzeby moich dzieci. Poświęcam im dużo czasu i staram się nauczyc ich zycia , a czasu mam mnóstwo  !bo od kiedy zostałam mamą okazało się że, potrafię się wyspać w 2 godziny i mieć mnóstwo energii, okapac w 5 minut, robić makijaż w minute i to jedna ręką,  druga w tym czasie ścieram wymiociny z ramienia. Codziennie czuje się tez wyjątkowo… no bo która kobieta pije na codzień „mrożona kawę” w doborowym towarzystwie – małych dżentelmenów w pieluchomajtkach 👍 Potrafię doskonale czytać z mimiki twarzy… np. wiem, że jak syn stoi przy stole patrząc z iskierka w oku na moje okulary, których nie zdarzyłam założyć po ówczesnym polerowaniu szkieł,  bo kredkami chciał mi je przerobić na przeciwsłoneczne,  powinnam już zamawiać wizytę u okulisty, bo na cito będę potrzebować nowych okularów. Kiedy mam gorszy dzień i myślę,  że macierzyństwo mnie przerasta,  patrzę w lustro i mówię „Ty nie dasz rady?  Przecież jesteś samotną mama , pokazałaś światu swoją wartość! i pamiętaj -tylko mama potrafi wnieść jednocześnie na 4 piętro spacerówke,  dziecko,  torbe z biedronki,  jednocześnie telefonicznie zamawiając wizytę u stomatologa.Tylko mama z rocznych odrostów , tworzy atut w postaci cudownego ombre”. W macierzyństwie wazne hest ny nie przejmujować się pierdolami, mój tato trzeci dzień je ten sam obiad i rozumie to , bo wie że zamiast stać przy garach wolę iść z synami skakać po kałużach , przenosić ślimaki z chodnika na trawke, albo ostatnio nasz ulubiony sport – gonitwa za kurami sąsiada,  które plądrują mamusi ogródek. Większość naszych lęków stwarzają u nas inni , swoimi uwagami (które ja całkowicie olewam) no wiecie wszystkie te #idealnemamy … czemu oni nie mają czapek,  krzywo siedzą,  źle jedzą,  jeszcze nie chodzą,  nie mówią itd.  Puszczając to mimo uszu odejmuje sobie zmartwień o oszczędzam energię dla dzieci. Zmieniły mi się priorytety… dzwoni prezydent?  Sorry musi poczekać,  bo synowie chca zobaczyć biegającego po podwórku bażanta. Mama jest się do końca życia,  wiem że już zawsze będę czuła te ogromną miłość,  ale też ogromna obawę o moje dzieci.  Wiem też jednak , że muszę pozwolić im poznać siebie . Muszą uczyć się na błędach,  jako ich mama muszę czasem przymknąć oko,  ale też być w gotowości do pomocy ❤ i choć wiem , że będę z różańcem w ręku czekała pod oknem , aż wrócą z imprezy , to ich puszcze,  bo wierzę,  że daje z siebie wszystko i wyrosną na cudownych i odpowiedzialnych mężczyzn.

  • Zerknęłam na pare komentarzy i prawda jest taka, ze mam chyba tak samo, jak każda mama 😂 Aż się śmieje sama z siebie. Jestem straszna panikara. Aktualnie moje drugie maleństwo 20 m-czuje, zarażone ode mnie czymś grypopodobnym. Mąż tez już kiepsko się czuje. Potrafię wstawać w nocy i zatrzymać się przy łóżeczku córki i patrzeć, czy wszystko jest Ok. Staram się żyć normalnie, ale pierwsze chwile w chorobie, to mam wizje spzitala i innych takich 😅 wariactwo. Staje na nogi zazwyczaj na drugi dzień, Koedy widzę, ze moje dziecko jest zadowolone mimo kaszlu. Jak 11 lat temu rodziłam pierwsza core, to miałam więcej luzu, mniej stresu, nie bałam się tak chorób ani szczepień itd. Tez myślałam, ze przy drugim będzie nawet lepiej, niestety tak nie jest 😂 Może kiedyś mi przejdzie całkiem-liczę na to, póki co pierwsze chwile w chorobie to milion myśli na sekundę 😅🤷‍♀️ I odpowiadając na pytanie, to mąż mi pomaga nie panikować. Jeśli już widzi mój strach w oczach , nawet w sytuacji , jak młodsza szła do żłobek, potrafił nas zaczarować, ze ze strachu żłobkowej, zrobiła się super zabawa i brak płaczu przy rozstawaniu się z corka rano-tak, ja płakałam częściej i dłużej 😅 Mój mąż , mój spokój 🤗

  • Macierzyństwo to podróż. Na każdy moment czekania przypada moment niepokoju, nieustanna podróż jest całym naszym życiem, które nigdy nie ma końca. Pozwólmy po prostu żyć naszym dzieciom i bądźmy zawsze obok nich.

  • Mówi się, że strach jest złym doradcą jednak według mnie niekiedy bywa najlepszym. To on kieruje nami gdy wybieramy dla dziecka najlepszy fotelik samochodowy, gdy w zatłoczonym sklepie nie wypuszczamy ręki naszej pociechy pilnując jej jak oka w głowie, gdy dokładnie czytamy etykiety produktów żywnościowych, podejmujemy decyzje o szczepieniach, lekach i suplementach. Zazwyczaj myślimy o strachu jako o czymś, co nas ogranicza zamiast zastanowić się ile razy uratował nam zdrowie lub życie. Jako rodzice musimy podejmować decyzje nie tylko za nas samych, ale również za maluchy, które nie zdają sobie sprawy z tego czym są konsekwencje czy związki przyczynowo – skutkowe, które kiedyś za ten nasz strach będą wdzięczne. Za proste kręgosłupy, zdrowe zęby, szczęśliwie zakończone wycieczki. Jak dla mnie najlepszym sposobem na radzenie sobie ze strachem jest po prostu dopuszczenie go do głosu – razem z głosem zdrowego rozsądku rzecz jasna. Bo jest uczuciem takim samym jak miłość, radość czy ekscytacja i tak samo jak one w naszym życiu potrzebnym!

  • Dzieci są jak zwierzęta, strach i niepewność wyczują szybciej niż zapach czekolady. O ile jednak słodycze budzą w nich mnóstwo pozytywnych emocji, o tyle rodzicielskie lęki – wręcz przeciwnie. Potrafią popsuć najlepszą zabawę (złaź z tego drzewa bo spadniesz, połamiesz nogi i umrzesz), hamować rozwój (nie dam ci ostrych nożyczek bo na pewno wsadzisz je sobie w oko i umrzesz), ograniczać swobodę (nie możesz iść na dwór bo jest zimno, przeziębisz się i wtedy to już na pewno umrzesz). A kiedy robi się naprawdę gorąco, czyli gdy pojawia się poważna choroba lub wypadek, to spokój i siła rodzica są tym, czego dziecku potrzeba najbardziej na świecie. Podobnie jak Wy boję się, nigdy nie przestanę i nawet nie staram się tego lęku pokonać – pewnie szybciej nauczyłabym dwulatka szydełkować. Po prostu z pewnymi rzeczami musimy się pogodzić 😉 Pilnuję jednak zawsze by moim strachem nie zarażać moich dzieci, nie przelewać na nie własnych lęków. Niech dziady mają miejsce na swoje własne 😉

  • Sposob prosty – nie pisac czarnych scenariuszy, nie martwic sie na zapas albo znalezc dobrego terapeute 🙂 dziewczyny bac to sie moga mamy chorych i niepelnosprawnych dzieci. Nie robmy sobie pr0blemow, nie szukajmy tam gdzie ich nie ma, martwmy sie o dzieci jak jest ku temu powod. Nie zarazajmy stresem naszych dzieci. Kochajmy je i cieszmy si3 kazdym dniem. Dla kazdej zestresowanej mamy ktora nie umie cieszyc sie tym co ma polecam motto „martwie sie jak jest powod” albo dobrego terapeute 🙂

  • O matko wariatko! Lęki macierzyństwa znam od podszewki. Z lękiem się budzę w środku nocy, z lękiem kładę się spać wieczorem i wstaję każdego ranka. Mój towarzysz, lęk. Czasem jest uśpiony, kiedy piję kawę i przeglądam internety. Aż tu nagle trafiam na artykuł o śmiertelnie chorym dziecku… Dobry Boże, tylko matka zrozumie to ściśnięte gardło i szpilę, która na wylot przebija serce. Aha, to obudził się znów lęk.
    Kiedy byłam w ciąży, pamiętam to dobrze, nie mogłam się doczekać kiedy będę mogła zobaczyć moje maleństwo, przytulić, pocałować, nakarmić… Rola mamy miała być dla mnie zupełnie czymś nowym, ale przeczytałam przecież stosy książek i mądrych artykułów. Już wówczas bałam się, że poród zacznie się niespodziewanie i dojdzie do komplikacji, bo w naszym przypadku konieczne było cc. Kiedy w końcu zobaczyłam moje 3 kilogramowe maleństwo, łzy popłynęły po twarzy. W końcu byłyśmy razem. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że strach wcale nie minął. On urodził się wraz z moją córeczką. Kolejne noce miały przynieść płakanie po nocach w tęsknocie za chwilami, gdy jeszcze była w brzuszku – była tam taka bezpieczna! Trafiło nam się wyjątkowe dziecko. Właściwie wszystko czego wcześniej dowiedziałam się o macierzyństwie, miało wartość bajki na dobranoc. Moje dziecko ciągle płakało, nieustannie. A ja płakałam razem z nim. Nagle mój świat ograniczył się do tej małej istotki, do monitorowania tempa przyrostu, czytania o chorobach, dolegliwościach i płakania po kątach. Tatuś również debiutował w roli rodzica. Co więcej, do tej pory właściwie nie miał bliższego kontaktu z żadnym dzieckiem (!), bo te najczęściej się go bały. Zatem mój lęk przy lęku mojego partnera to był mały pikuś. Pamiętam, jak w szpitalu prosił pielęgniarkę, by przyszła przewinąć dziecko, bo sam się bał, a ja leżałam po cc… 😉 Dziś Adrianna ma 1,5 roku. Jest dzięki Bogu zdrowym, pogodnym dzieckiem. Choć nawet teraz piszę te słowa drżącą ręką, bo boję się ironii losu… Głupie, prawda? Wydaje mi się, że w lęku najważniejsze jest by go oswoić. To znaczy umieć go nazwać i przyznać się przed samym sobą i przed innymi. Nieraz opowiadam przyjaciółce o swoich irracjonalnych obawach i widząc jej zdumioną minę mówię „wiem, schizuję. Ale inaczej nie potrafię”. Nie dusić w sobie, bo to nie minie. Podzielić się swoimi nawet najgłupszymi lękami. I pozwolić na to drugiej połówce. Z tego co widzę, to większość ojców przejmuje dzielnie rolę wspierającego i wielkie brawa za to. Ale dziewczyny, pamiętajcie, oni też martwią się o maleństwa! Może nawet tak samo jak my. Mogą mieć chwile słabości i wtedy to my powinnyśmy ich wesprzeć, pocieszyć. Powiedzieć „będzie ok”. Bo przecież w gruncie rzeczy wiemy, że będzie, prawda? 😉

  • Wybaczcie to stwierdzenie, ale ja naprawdę jestem prawdziwą WARIATKĄ. Strach towarzyszy mi każdego dnia odkąd urodziłam dziecko. Nawet nie wyobrażałam sobie, że można bać się o kogoś aż do tego stopnia, a myślałam, że moja wyobraźnia jest naprawdę bogata! Moje nerwy wiszą na ostatniej lichej gałęzi i aż dziwię się, że ona jeszcze się nie złamała. Co za wariactwo. Do.Sło.Wnie. Każde nowe doświadczenie, choć wzbudza we mnie dumę i wzrusza na całego (mogłabym wyć cały dzień oglądając zdjęcia od narodzin córy, aż do dzisiejszego dnia!) wywołuje również panikę, że coś pójdzie nie tak. Świat przecież jest niebezpiecznym miejscem. Pięknym, ale także niebezpiecznym. – Nauka jazdy na rowerku? O Boże! – Weekend u Babci? – O boże! – Wycieczka całodzienna w przedszkolu? – O matko!! Wiem, że przesadzam. Wiem, że mogłabym zaszkodzić tym mojemu dziecku. Nie chciałabym przecież izolować go od życia, rzeczywistości, poznawania nowych rzeczy, ludzi i doświadczeń. Staram się więc ten strach wyrzucać z siebie z całych sił, bronię się rękami, nogami, a najbardziej duszą. To głupie, ale muszę swoje obawy ZOBACZYĆ. A więc tworzę pliki w komputerze, w notatniku. W każdym osobnym wypisuję jeden lęk związany z konkretnym wydarzeniem jakie nas czeka. Na przykład jazda na rowerku. Moja lista obaw: 1. Skaleczone kolanka. 2. Lęk, że Mała się zniechęci. 3. Boję się, że córka będzie płakać i będzie nieszczęśliwa bo nie da rady. 3. Wpadnie do rowu. 4. Jak ją puszczę to nie dogonię. 5. Spotkamy na drodze psa przybłędę i zacznie nas gonić co poskutkuje upadkiem.
    Gdy już mam całą listę, wsadzam je do folderu: MOJE OBAWY. A później oglądam ten folder z kubkiem ciepłej herbaty w rękach. Gdy już wypiję napój po prostu go…usuwam. Tak. Raz, dwa, ląduje cały w wirtualnym koszu. Wtedy zamykam oczy, oddycham pełną piersią i uśmiecham się. Oczyszczam umysł ze strachu. Mówię sobie, okej wariatko, lęki usunięte. Teraz zachowaj spokój, rozsądek i do dzieła. Pokaż swojemu dziecku jak piękne jest życie. Dasz radę, baboo!
    I działa. Moje dziecko kocha świat.

  • Macierzyństwo trzeba oswoić. Jako Mama staram się stworzyć silne więzy z dziećmi, dużo z nimi rozmawiać, tłumaczyć, opowiadać. Po prostu musimy przyzwyczaić się do takiego stanu i zapoznać z nową rolą w naszym życiu jakim jest bycie MAMĄ 🙂 Każdego dnia pokazuję w różnych sytuacjach i tłumaczę swoim dzieciom jak funkcjonuje świat i ludzie. A przede wszystkim mam ogrom cierpliwości i wtedy strach staje się „członkiem mojej rodziny” 😀

  • Strach będzie towarzyszył mi zawsze. Bałam się o dzieci od momentu fasolki w brzuchu. Będę bać się nawet gdy już będą dorośli i samodzielnii. Będę bać się o ich drogę do szkoły, o wszelkie wyjazdy, k drogę do pracy. O to czy wszystko u nich ok jeśli nie będą się dłużej odzywać chociażby z braku czasu. Boję się że zabraknie mnie w momentach gdy będą tego potrzebować, że nie spełnie ich oczekiwań, że popełnie błąd który wpłynie na ich dalsze życie.
    A co robię żeby ograniczyć ten strach? Najpierw pozwalam sobie na niego, potem patrzę na syna (bo drugi jeszcze w brzuchu i do tego tylko gadam narazie i miziam) i tłumacze sobie że przecież robię wszystko żeby było dobrze to źle być nie może. Że są rzeczy wyższe, los też jest przewrotny i po prostu korzystam. Korzystam z każdego dnia, każdej minuty kiedy mogę być obok. Kiedy jestem potrzebna, kiedy mogę pomóc. Staram się łagodzić ból, pokazać jak działa życie, pokazać jak żyć samodzielnie. Przekazać miłość i inne ważne wartości, których często brakuje w naszym życiu. Tylko tyle i aż tyle jestem w stanie zrobić.

  • Kojarzycie książkę „Jak tata pokazał mi wszechświat”? Moje dzieci ją uwielbiają. Opowiada o ojcu, który chcąc pokazać kilkuletniemu synowi jak piękne są oddalone o miliony lat świetlnych gwiazdy zapatrzył się na nie tak bardzo, że nie zauważył leżącej obok jego stopy psiej kupy, w którą nieopatrznie wdepnął. Z macierzyństwem jest dokładnie tak samo. Czasami fiksujemy się na własnych, niekiedy abstrakcyjnych lękach nie dostrzegając, że robimy krok w stronę czegoś mało przyjemnego. Jestem jedną z tych matek, która widząc patyk ma przed oczami zmasakrowane pół twarzy a zabawa balonem podnosi poziom adrenaliny na maksa. Jak sobie z tym radzę? Za każdym razem powtarzam sobie w myślach: Tylko nie wdepnij w kupę, tylko nie wdepnij w kupę… 😉

  • Na pewne rzeczy nie mam wpływu – jako mama będę bać się zawsze będę. Dzięki strachowi dbam o swoje dzieci, troszczę się o ich byt, staram się codziennie.

    Macierzyństwo to taki koktajl uczuć, że ten strach jest zalewany też przez inne – miłość, wdzięczność, szczęście.

  • By nie bać się bać macierzyństwa..
    postawiłam wszystko na jedna kartę, całe życie. Wybrałam świadomie – macierzyństwo – samotne macierzyństwo z dwójka dzieci. Nie boje się bać chociaż często wieczorem po ciężkim dniu ryczę w poduchę, chociaż brakuje wsparcia tej drugiej osoby – ojca dzieci. Chociaż bywa ciężko jak diabli nie boje się tego, przestałam się bać strachu jaki towarzyszy mi z każdym dniem, kiedy mały człowiek, którego ojciec nie chciał dokonuje niemożliwych postępów. Kiedy wstaje przy fotelu moje serce staje mi w gardle „by tylko się nie przewrócił” nie boje się bać.. to wszystko siedzi w naszych głowach. Największy strach był na porodówce kiedy widziałam jak reanimują mojego drugiego maleńkiego synka – moj wybór. Wybierając nowe życie – syna rezygnując z dawnego – już nie męża przestałam się bać strachu. Przestałem bać się podejmować słuszne decyzje, przełamałam strach i chociaż czasem wracam do wspomnień nie daje im się ! Ja już wygrałam wszystko ! Wygrałam zdrowe dzieci, wygrałam walkę o życie syna urodzonego z 3 punktami, wygrałam walkę z zielonymi wodami, pępowina owinięta wokół szyi syna, wygrałam reanimacje adrenalina.. mam wszystko – mam ich i gacie pełne strachu ale nie boje się – dla nich warto !

  • Co robię? Nie patrzę na to w ten sposób! Staram się na ten temat za dużo nie rozmyślać, bo by człowiek zwariował. Żyję chwilą, cieszę się z każdego momentu spędzonego z dzieckiem, z każdego uśmiechu, nowego słowa, spojrzenia i staram się być najlepszą mamą świata! Nie myślę o tym co złe. Staram się skupić na pozytywnych rzeczach, małych cudach, które zdarzają się codziennie, kiedy mam swoje dziecko obok 🙂 Jego uśmiech i śmiech pozytywnie nastawiają mnie do otaczającej rzeczywistości, dając nadzieję na dobre jutro. Nie „lepsze”, bo dzisiaj i tak było super! A jest super od 30.01.2017, bo wtedy pierwszy raz zostałam mamą 🙂

  • To prawda, że nie wiedziałam co to strach zanim nie zostałam mamą. Co robię by się choć trochę mniej bać macierzyństwa? Byłam na dwóch kursach pomocy dla dzieci i dorosłych, pewniej się czuję po nich. Ubezpieczamy naszą rodzinę z mężem, szczególnie na czas podróży. W domu mam wypisaną listę pediatrów domowych i numerów alarmowych na lodówce. W domu mam dużą apteczkę, na czas podróży biorę okrojoną wersję.

    No i najważniejsze: dużo rozmawiam z moją dwulatką, dużo opowiadam jej o świecie i o tym co bezpieczne i niebezpieczne, wie gdzie mieszkamy, jak się nazywa, chociaż dziecięca ciekawość póki co wygrywa i codziennie mam lekki zawał serca. Na wyjazdach ma opaskę na nodze z danymi, chociaż na co dzień też by się przydało, bo szybko biega. 😉

  • A JA MYŚLĘ,ŻE NIE DA SIĘ NIE BAĆ…MOŻNA TEN STRACH TROSZKĘ OSWOIĆ,ALE ON ZAWSZE BYŁ I BĘDZIE…DLA MNIE KOCHAĆ JEST RÓWNOZNACZNE Z TYM,ŻE SIĘ BOJĘ O MOICH SYNÓW…PRÓBUJE TEN STRACH OSWAJAĆ, DZIECI MI GO REWANŻUJĄ W 100 %…JA SOBIE Z MOIM STRACHEM MIMO WSZYSTKO PORADZĘ,TRZYMAM GO NA WODZY NP.WTEDY GDY DZIECKO JEST CHORE-KTÓRA Z NAS SIĘ WTEDY NIE BOI??? ALE WIEM,ŻE MUSZĘ TEN STRACH TRZYMAĆ NA WODZY BO MUSZĘ BYĆ W PEŁNI SIŁ,ŻEBY WSZYSTKIM SIĘ ZAJĄC…CZASAMI ZAPOMINAM O STRACHU NA CHWILKĘ-GDY SŁYSZĘ ŚMIECH MOICH DZIECI,GDY SŁYSZĘ NOWĄ PIOSENKĘ Z PRZEDSZKOLA,GDY DOSTAJĘ „LIST MIŁOSNY” OD STARSZEGO SYNA,GDY WIDZĘ PRZYTULASKI SYNÓW I MĘŻA,GDY DMUCHAMY KOLEJNE ŚWIECZKI NA TORCIE…TE DROBNE Z POZORU RZECZY SPRAWIAJĄ,ŻE OSWAJAM STRACH,WIĘC MÓJ SPOSÓB NA TO BY NIE BAĆ SIĘ MACIERZYŃSTWA ALBO CHOCIAŻ SPRÓBOWAĆ TO KONTEMPLOWANIE TYCH DROBNYCH RZECZY…PRZEŻYWANIE ICH MOCNO I JESZCZE BARDZIEJ…

  • Z racji, że jestem osobą wierzącą 😊 proszę Wszystkich Świetych o pomoc w macierzyństwie ♥️. Mam dwoje dzieci nadaktywnych, wiara pomaga mi opanować niesforne sytuacje, dodaje siły, cierpliwości i wytrwałości 💞😉 Choroby, wypadki się zdarzają ale super mama z niebiańską pomocą każdą sytuację w garści trzymają! ♥️💞😉😊🌈🌼🎈🍭🍬

  • A mój największy strach – że nie zdążę córce wszystkiego pokazać, że zabraknie mnie w najważniejszych momentach jej życia – co wiec robię żeby to opanować? Codziennie mówię jej jak bardzo ją kocham i jak ważna jest w moim życiu. I choć ma dopiero 22 miesiące od niedawna jak jej opowiadam te historie przytula się czule. Z mężem co wieczór omawiamy wspólny front działań i za każdym razem pytam się go „poradzisz sobie z nią sam? On z uśmiechem – do Twojego powrotu 😉”

  • Decyduję się na kolejno dziecko… przy pierwszym strach był przeogromny…, przy drugim nie ma czasu na strach, a i tych fajnych chwil jest więcej bo więcej powodów (czytaj dzieci) do radości, już myślę o trzecim… 🙂

  • Bać będę się zawsze ale staram się ten strach odwajać i zmniejszać. Tzn.pilnuję, zabezpieczam, rozmawiam ze specjalistami, dopytuję gdy nie wiem. Na pewne sytuacje nie mam też wpływu dlatego muszę myśleć i o tym (ubezpieczyć, mieć w zapasie lek, telefon do zaufanej pani doktor). Do tego miłość i ufność,że damy radę 😀 Strach ma tylko wielkie oczy. Niebojesiebac !!!!!!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *