Mam plan. 10 postanowień na rok 2017

postanowienia-noworoczne-2 by .

Podobno, gdy zapisze się swoje postanowienia, zwiększa się prawdopodobieństwo ich realizacji o 42%. Wierzę w to, że podzielenie się z Wami moimi planami zwiększy szansę ich realizacji o co najmniej kilkanaście kolejnych procent. Wczoraj na blogu Simplicite.pl przeczytałam, że nie powinno się tworzyć postanowień, a podejmować decyzje. Je jestem przekonana że uda mi się zrealizować poniższe cele. W takim razie może nie nazywajmy ich więc postanowieniami, a decyzjami.

Zatem:

Podjęłam decyzję, że w 2017 roku…

1. Posprzątam dom

Nie kryje się z tym, że jestem kompletną graciarą i bliżej mi do chujowej, niż do perfekcyjnej, pani domu. Zawsze czułam się dobrze z tą moją syfiarską naturą, a gdy posprzątałam w domu raz na jakiś czas, niczego nie mogłam znaleźć. Odnajdywałam się tylko w moim „artystycznym nieładzie” (mówiąc delikatnie). Od niedawna zaczęłam zauważać, że bałagan mi przeszkadza. Nie wiem, co się zmieniło. Czy nieporządek w naszym domu przekroczył jakiś krytyczny poziom, czy może ja zaczęłam dojrzewać i staję się kobietą. Nie przyznawałam się Wam chyba do tego, ale raz w tygodniu przychodzi do nas pani, która odgruzowuje nam dom po całym tygodniu z moimi dziećmi, przy których nie dość, że nie da się sprzątać, to jeszcze poruszają się po domu z gracją tornada. Zauważyłam, że po takim odgruzowaniu jest mi jakoś lepiej, lżej, łatwiej się myśli. Oczywiście ten stan trwa jakąś niecałą dobę, kiedy to dwa małe tornada znów przelatują kilkaset razy przez dom. I wtedy wszystko zaczyna wracać do normy. Mojej normy. To nie jest norma normalnego człowieka. I chyba brakuje mi tej normalności, jaką mają w domach inni ludzie. Niestety, dzieci nie powstrzymam, nie przywiążę do krzesła, nie zamknę w piwnicy. Bo potem wyląduję na Pudelkach jako blogerka więżąca (o matko, jakie słowo – Pudelek na pewno nie zna takich słów) swoje dzieci. A nie o taką sławę walczyłam. Od jakiegoś czasu kilka znajomych namawiało mnie na przeczytanie książki „Magia sprzątania”. Zapierałam się rękoma i nogami, że to nie ma sensu. Że po co ktoś ma mnie uczyć sprzątać, jak ja i tak nie znajdę na to czasu. Ale przełamałam się. Zamówiłam audiobook, żeby nie tracić czasu na czytanie i zaczęłam słuchać Marie Kondo do snu. I wtedy mnie olśniło. Ta kobieta uświadomiła mi, jak wiele mam niepotrzebnych rzeczy. Kiedyś zastanawiałam się, gdzie ja to wszystko pochowam. Teraz wiem, że po prostu muszę się tego pozbyć. Tak, tak właśnie – ta książka nie jest o tym, jak magazynować i przechowywać rzeczy. Ona jest o tym, dlaczego warto je wyrzucić. I już mam plan, aby któregoś pięknego weekendu oddać dzieci do babci na dwa dni, wypieprzyć większość naszego domu (będzie wyprzedaż) i cieszyć się porządkiem. Matko, jak się rozpisałam przy tym jednym punkcie. A tu jeszcze dziewięć kolejnych przede mną. Przecież nikt tego nie przeczyta. Jeżeli chcecie, żebym Wam zrecenzowała na blogu książkę Marie Kondo, dajcie znać.

2. Zacznę ćwiczyć

Nie, nie będę kolejną fit matką posypującą kurczaka odżywkami białkowymi. No dajcie spokój. Ani nie chcę być umięśniona, ani chudsza. Chcę po prostu zadbać o swoje zdrowie. A najbardziej zależy mi na tym, aby obniżyć moje tętno spoczynkowe (niskie tętno wydłuża życie, ja mam dla kogo żyć). Nie mam zamiaru zajeżdżać się ćwiczeniami. Planuję codziennie ćwiczyć tak, aby utrzymywać optymalną wysokość tętna wysiłkowego. Przy okazji chcę rozruszać trochę moje zastane kości. A jak dodatkowo ujędrni mi się jakieś udo, to miło.

 

3. Nauczę się robić lepsze zdjęcia

Zawsze trochę interesowałam się fotografią, ale sama robiłam zdjęcia raczej bezmyślnie. Ot, coś tam sobie pstrykałam. Teraz postanowiłam podejść do tej kwestii trochę od strony technicznej. Zapisałam się już na kilka kursów. Mam nadzieję, że za kilka miesięcy zauważycie różnicę oglądając moje zdjęcia. Sama nie mogę się już doczekać efektów. Jeżeli coś mi zacznie wychodzić, z chęcią podzielę się z Wami swoją wiedzą. Ale póki co trzymajcie kciuki.

4. Zadbam o swoje zdrowie

Nie, nie będę wcinać samych korzonków, kiełków i zrezygnuję z czipsów. Co to to nie. W tym roku, poza tym, że zacznę się ruszać, odwiedzę wszystkich tych lekarzy, których chciałam odwiedzić od jakiegoś czasu, Na pierwszy rzut w połowie stycznia idzie kardiolog. Mam wypadanie płatka zastawki mitralnej. Spokojnie, wiem, że to tak strasznie brzmi, ale nie umieram. Żyje z tym możliwe, że nawet ok. 2,5% populacji. I tak sobie żyje nawet i do 100 lat. Dobrze jednak jest raz na jakiś czas skonsultować się z kardiologiem. Poza odwiedzeniem lekarzy, mam ambitny plan, aby wreszcie zacząć siedzieć prosto, nie kulić się, nie garbić. Będzie ciężko. Ale plan (decyzja!) jest.

5. Zacznę planować

Chyba rzeczywiście zaczęłam dorastać. Naprawdę jestem zmęczona tym, że wszystko robię w biegu, bez planu. Wiem, że przy dzieciach ciężko jest cokolwiek zaplanować, ale wierzę w to, że niektóre rzeczy się da. Ba, nie tylko zaplanować, ale i zrealizować te plany. Chciałabym przede wszystkim zacząć planować wpisy na blogu i trzymać się tego harmonogramu. Do tej pory wyglądało to tak, że pisałam, jak znalazłam jakiś strzępek czasu. Na wariata. Nie planowałam wcześniej, o czym napiszę. Siadałam i klepałam. Często w środku nocy.

postanowienia-noworoczne by .

 

6. Będę pić wodę

Nie to, żebym wcześniej wody nie piła. Piję właśnie głównie wodę, ale zdecydowanie za mało. Czuję się wyschnięta. Przy mojej wadze powinnam wypijać niewiele ponad 1,5 litra wody (ok siedmiu szklanek). Niby niewiele, a nie potrafię. Chcę to zmienić. Wierzę, że zyska na tym moje zdrowie i wygląd. Do tej pory przed piciem wody w większych ilościach powstrzymywało mnie moje wymagające dziecię, które nie pozwalało mi się oddalić do toalety. A co dopiero biegać do łazienki po 7 siedmiu szklankach wody. Tyle czasu w samotności dla matki wydawało mi się być luksusem zarezerwowanym dla matek mających opiekunki do dziecka. Teraz, gdy moje dziecko, stało się nieco bardziej ogarnięte, myślę, że uda mi się niemagazynować w sobie siedmiu szklanek płynów.

 

7. Odinstaluję Facebooka

O, ale jak to? A tak to. Postanowiłam pozbyć się go z telefonu. W ciągu doby setki razy bezmyślnie scrolluję swoją tablicę. Ciekawe ile czasu tracę na tę czynność. Aż boję się pomyśleć, że ktoś mógłby mi to podliczyć. Wyznaczę sobie konkretne godziny, kiedy będę mogła włączyć FB. Nie, w telefonie już go nie znajdę. Będzie tylko na laptopie. Nie, messengera jeszcze się nie pozbywam. Kontakt z ludźmi jest mi potrzebny, aby nie zwariować przy dzieciach. Jeżeli też planujecie odinstalować FB, koniecznie dopiszcie się do mojego newslettera, aby nie przegapić nowych wpisów. Planuję osoby zapisane do newslettera wcześniej informować o nowych wpisach (co na pewno będzie przydatne – często po moich wpisach recenzenckich wyczerpywały się nakłady niektórych rzeczy w sklepach – teraz newsletterowcy będą mieli pierwszeństwo).

 

8. Codziennie przeczytam choćby fragment książki

„Hahaha, taaa, akurat” – pomyśleliście. Nawet jeżeli będzie to pół strony, przeczytam. Nawet jeżeli nie będę miała sił otworzyć książki, do snu włączę sobie audiobook w słuchawkach. Tęsknię za książkami dla dorosłych. Tęsknię za sobą.

9. Wyluzuję

W 2016 roku zaczął schodzić ze mnie stres ostatnich lat. Wy wiecie tylko o moim skrajnie przedwczesnym porodzie w 2015 roku. Poprzednie lata również nie były dla nas najłatwiejsze. Ale to według mnie nie są tematy na bloga. Blog miał być odskocznią od tego, co złe. I wydaje mi się, że to złe zaczyna nas opuszczać. Boję się trochę, że zapeszę, ale jednak z każdym miesiącem zaczynam wierzyć, że będzie już normalnie i że wyszliśmy na prostą. W naszym małżeństwie to ja jestem specjalistą od defetyzmu. Grzesiek zawsze w najtrudniejszych momentach uważał, że jakoś to będzie i widział te pozytywne strony życia. Albo okłamywał mnie, żebyśmy nie nakręcali się wzajemnie. W każdym razie działało. Chciałabym się tego od niego nauczyć. Wyluzować. I czuję, że z każdym dniem idzie mi coraz lepiej (dzięki, My Master). Poza tym dawno nie pisałam tak luźnego wpisu. I naprawdę dobrze się czuję, mogąc napisać Wam o sobie. Nie recenzując, nie doradzając, nie wymądrzając się logopedycznie. Ot tak, po prostu się wygadać. Myślicie, że takie wpisy też by się przydały na blogu?

 

10. Spełnię jedno ze swoich największych marzeń

Rok temu miałam trudny czas, kiedy to powoli zaczynały schodzić ze mnie wszystkie stresy ostatnich lat. Przez kilka lat stres trzymał mnie w napięciu, ale gdy wreszcie zaczął puszczać, ja zaczęłam się rozpadać. Wspierałam się pomocą psychologa. Zapisałam się również na warsztaty motywacyjne z coachem od rozwoju osobistego. I tak się jakoś złożyło, że na te warsztaty przyszłam tylko ja i coach. Dziwna sytuacja, ale zadziały się tam wtedy rzeczy, które nie wiem nawet jak mam Wam wyjaśnić. W każdym razie uświadomiłam sobie, co jest jednym z moich głównych marzeń. Takich tylko moich. Niezwiązanych z dziećmi, mężem, rodziną czy bliskimi. Wcześniej kompletnie nie zdawałam sobie sprawy z tego, że o tym marzę. I to już zaczęło się dziać. Dowiecie się o tym w tym roku.

Mogłabym dodać też jeszcze wiele innych planów, postanowień, czy decyzji – np. że zacznę wstawać przed 7:00. Ale tego byłoby już za wiele. Niech zostanie więc ta dziesiątka. Mam nadzieję, że na koniec 2017 roku przeczytam ten wpis z satysfakcją i uśmiechem na ustach.

Czas wreszcie przestać być tylko matką.

Lepiej późno niż wcale.

  • Mogłabym się podpisać przynajmniej pod połową Twoich postanowień, a fb na tel juz dawno wyinstalowałam 😉 Da się przeżyć ! 😀

    • Mam nadzieję. 🙂

  • 10. to zdecydowanie najlepszy punkt i oficjalnie „mój-twój” ulubiony 😉 Powodzenia!