Menu
lifestyle / matka / Życie

Jak zbudować skuteczną pielęgnację twarzy od podstaw?

Mam wrażenie, że kiedyś pielęgnacja twarzy była zdecydowanie prostsza. Był krem, coś do mycia twarzy i ewentualnie maseczka, kiedy człowiek chciał zrobić sobie domowe SPA. Dzisiaj wystarczy spędzić kilkanaście minut na Instagramie czy TikToku, żeby dojść do wniosku, że koniecznie potrzebujemy jeszcze toniku, esencji, trzech rodzajów serum, retinolu, kwasów, peptydów i urządzenia ze światłem LED. Najlepiej od jutra.

I właśnie tutaj bardzo łatwo wpaść w pułapkę. Bo skuteczna pielęgnacja wcale nie musi oznaczać dziesięciu kosmetyków nakładanych każdego wieczoru. Czasami najlepsze, co możemy zrobić dla swojej skóry, to… przestać tyle przy niej kombinować.

Jeżeli więc zaczynacie swoją przygodę ze świadomą pielęgnacją albo patrzycie na półkę pełną kosmetyków i właściwie nie wiecie już, co z czym i po co stosujecie – wróćmy do początku.

Najpierw zobacz, czego właściwie potrzebuje Twoja skóra

To chyba najmniej ekscytujący etap, bo nie wiąże się z zakupem żadnego pięknego słoiczka. A szkoda, bo jest najważniejszy. Zanim wybierzemy kosmetyki, przez kilka dni po prostu obserwujmy swoją skórę. Czy po umyciu jest nieprzyjemnie ściągnięta? Czy po kilku godzinach zaczyna mocno się świecić? Pojawiają się suche skórki? Zaczerwienienia? Niedoskonałości? A może wszystko było w porządku, dopóki nie zaczęłyśmy używać pięciu nowych produktów jednocześnie?

Warto też pamiętać, że rodzaj skóry i jej aktualny stan to nie zawsze to samo. Cera tłusta również może być odwodniona, a sucha może mieć niedoskonałości. Potrzeby skóry zmieniają się też wraz z porą roku, wiekiem, hormonami czy stylem życia.

Dlatego nie wierzę specjalnie w jedną idealną pielęgnację, którą można rozpisać raz i stosować przez następnych dziesięć lat. Lepiej nauczyć się obserwować własną skórę i reagować na to, czego potrzebuje właśnie teraz.

Zacznij od naprawdę prostych rzeczy

Gdybym miała od zera skompletować kosmetyczkę do pielęgnacji twarzy, nie zaczynałabym od serum za kilkaset złotych. Kupiłabym trzy rzeczy: coś delikatnego do mycia twarzy, dobry krem nawilżający i SPF.

Naprawdę.

Wieczorem skórę trzeba przede wszystkim dokładnie oczyścić z makijażu, filtra przeciwsłonecznego, sebum i wszystkiego, co zebrało się na niej przez cały dzień. Jeżeli nosisz makijaż albo trwały SPF, przydaje się oczyszczanie w dwóch etapach – najpierw produkt, który rozpuści makijaż i filtr, później delikatny żel lub emulsja.

Przy czym słowo „delikatny” jest tutaj ważniejsze, niż może się wydawać. Twarz po myciu nie powinna być napięta tak, że mamy ochotę natychmiast zanurzyć ją w kremie. To uczucie idealnej, niemal skrzypiącej czystości wcale nie musi oznaczać, że kosmetyk świetnie działa. Czasem oznacza po prostu, że działa za mocno. Rano można podejść do oczyszczania jeszcze łagodniej i dopasować je do własnej skóry.

Krem nie musi robić wszystkiego

Kiedy czytam czasem obietnice producentów na opakowaniach kremów, mam wrażenie, że jeden słoiczek powinien jednocześnie nawilżyć skórę, wygładzić zmarszczki, zlikwidować przebarwienia, zwęzić pory i najlepiej jeszcze sprawić, że będę wyglądała, jakbym przez ostatni miesiąc spała po dziewięć godzin.

Tymczasem od podstawowego kremu oczekuję przede wszystkim jednego: żeby dobrze nawilżał skórę i pomagał utrzymać jej barierę ochronną w dobrej kondycji. W składach można szukać między innymi gliceryny, kwasu hialuronowego, ceramidów czy skwalanu, ale nie ma jednego zestawu składników idealnego dla wszystkich. Znaczenie ma również konsystencja. Przy suchej skórze przyjemniejszy może być bogatszy krem, przy tłustej – lekki żel czy emulsja.

Najważniejszym testem i tak pozostaje własna twarz. Jeśli po kremie skóra jest komfortowa, nie piecze, nie jest ściągnięta i produkt nie powoduje u Ciebie problemów, to już całkiem sporo.

I tak, SPF naprawdę ma znaczenie

Przyznam, że to jeden z tych elementów pielęgnacji, które najłatwiej kiedyś było traktować jako coś dodatkowego. Filtr kojarzył się z wakacjami, plażą i trzydziestoma stopniami. Dzisiaj wiemy o wpływie promieniowania UV na skórę zdecydowanie więcej.

Dlatego jeśli miałabym wybierać między kolejnym serum „anti-age” a dobrym kremem z wysoką ochroną przeciwsłoneczną, wybrałabym SPF. Nie ma też sensu kupować filtra, którego nie znosimy używać. Jeśli jest ciężki, roluje się pod makijażem albo zostawia na twarzy warstwę, przez którą codziennie rano zastanawiamy się, czy naprawdę musimy go nakładać – prawdopodobnie warto poszukać innego.

Najlepszy SPF to w praktyce ten, którego rzeczywiście będziemy używać.

Dopiero teraz można zacząć się bawić

I tutaj zaczyna się ta przyjemniejsza część pielęgnacji, czyli wszystkie sera, ampułki i składniki aktywne.

Kosmetyków jest mnóstwo i nie trzeba ograniczać się do jednej marki. Ja wolę wybierać konkretne produkty pod konkretne potrzeby i zestawiać je ze sobą. W jednym miejscu można zresztą porównać produkty wielu różnych producentów – chociażby w sklepie Ezebra – zamiast budować całą pielęgnację wokół jednej serii.

Tylko nie kupowałabym wszystkiego jednocześnie.

Jeżeli podstawowa pielęgnacja już działa, wtedy warto zastanowić się, co właściwie chcemy poprawić. Przebarwienia? Niedoskonałości? Strukturę skóry? Pierwsze oznaki starzenia? Dopiero pod konkretny problem wybierałabym składnik aktywny.

Może to być witamina C, niacynamid, kwasy czy retinoidy. Każdy z nich ma trochę inne zastosowanie i – szczególnie przy mocniej działających produktach – naprawdę warto zacząć spokojnie.

Nie tylko dlatego, żeby nie podrażnić skóry. Jeśli w poniedziałek wprowadzimy pięć nowych kosmetyków, a w środę obudzimy się z twarzą pełną czerwonych kropek, zaczyna się kosmetyczne śledztwo pod tytułem „który z was mi to zrobił?”. Znacznie łatwiej wprowadzać produkty pojedynczo i patrzeć, jak reaguje skóra.

Więcej nie zawsze znaczy lepiej

To chyba najważniejsza rzecz, której nauczyłam się o pielęgnacji. Bardzo łatwo przesadzić, szczególnie kiedy zaczynamy interesować się składami i nagle chcemy wypróbować wszystko.

Kwasy? Poproszę. Retinol? Oczywiście. Peeling enzymatyczny? Też się przyda. Serum z witaminą C? Jak mogłabym go nie mieć? Tylko skóra niekoniecznie podziela ten entuzjazm.

Szczególnie ostrożnie podchodziłabym do złuszczania. Pieczenie, zaczerwienienie i łuszczenie się skóry nie są dowodem na to, że kosmetyk „działa”. Czasami są po prostu informacją, że przesadziłyśmy. Jeżeli skóra nagle zaczyna źle reagować na kosmetyki, często zamiast dokładać kolejny produkt „naprawczy”, warto na chwilę zrobić coś dokładnie odwrotnego: uprościć pielęgnację.

Jak więc wygląda pielęgnacja twarzy od podstaw?

W wersji naprawdę podstawowej?

Rano: delikatne oczyszczenie, jeśli skóra go potrzebuje, ewentualnie krem i SPF.

Wieczorem: dokładne zmycie makijażu i filtra, oczyszczenie twarzy i krem.

I dopiero do tego dokładamy kosmetyki odpowiadające na konkretne potrzeby skóry.

Brzmi zdecydowanie mniej spektakularnie niż dwunastoetapowy rytuał, ale właśnie o to chodzi. Pielęgnacja nie musi być kolejnym obowiązkiem, na który codziennie trzeba znaleźć pół godziny.

Nie potrzebujemy też wszystkiego, co aktualnie jest modne. Jeśli pojawia się nowe serum i nagle pół internetu twierdzi, że bez niego nie da się mieć ładnej skóry, spokojnie możemy dać sobie kilka dni na zastanowienie.

Dobra pielęgnacja jest trochę nudna. Kosmetyki się kończą, więc kupujemy je ponownie. Wiemy, co służy naszej skórze. Od czasu do czasu dodajemy coś nowego, kiedy rzeczywiście tego potrzebujemy.

I chyba właśnie po tym można poznać, że w końcu udało nam się ją dobrze zbudować.

About Author

Cześć, jestem Wiola i jestem matką wariatką. Matką dwóch małych wariatów, autorką książki dla dzieci (od której dzieci nie uciekają), neurologopedą. Codziennie nadzoruję domowym cyrkiem, animuję rodzinną rzeczywistość, a w międzyczasie bloguję i próbuję się wyspać. Na blogu pokazuję, co warto kupić, gdzie warto wybrać się z dzieckiem (i bez dziecka). Czasem też trochę się wymądrzam. Rozgośćcie się. Kawy, herbaty, wina?

No Comments

    Leave a Reply