Jak to się dzieje, że moje dzieci biją rekordy obecności w przedszkolu?

DSC_3483 copy by .

Ja wiem, że każde dziecko rozwija się inaczej, ma inne potrzeby, inne czynniki mają na nie wpływ, inne działają, a inne nie działają. Że żyjemy w różnych miejscach, w różnych warunkach, że mamy inny kod genetyczny. Są jednak pewne prawidłowości, które powinny zostać zachowane aby dziecko jesienią było równie energiczne radosne. Być może ten post w żaden sposób nie będzie dla Was odkrywczy i okaże się, że robicie już wszystko to, co my, ale myślę, że komuś z Was zapali się czerwona lampka w głowie uświadamiająca, że o czymś jednak zapomniał.

Mam świadomość, że nie ma jednego, uniwersalnego sposobu na to, aby dziecko biło rekordy obecności w przedszkolu. Chciałabym jednak podzielić się z Wami tym, jak to wygląda u nas.. Być może wprowadzicie jakieś zmiany u Was.

Jak przygotowujemy dzieci na okres jesienno-zimowy?

Wychodzą z domu. Czasem z katarem, kaszlem, a nawet zapaleniem oskrzeli

Witek, jako skrajny wcześniak, miał początki astmy wczesnodziecięcej. Nadal nie ruszamy się z domu bez inhalatora i zapasu sterydów, ale praktycznie od roku nie miał już ich podawanych, a lekkie infekcje zaczął przechodzić bez duszności i świstów. Mimo tego, że przez pierwsze dwa lata życia w okresie jesienno-zimowym miał na stałe wprowadzone leczenie sterydami, to wszyscy lekarze zgodnie uważali, że powinien przebywać jak najwięcej na dworze. Jeżeli podczas choroby nie miał gorączki (a praktycznie nigdy jej nie miał), staraliśmy się sporo czasu spędzać na powietrzu. I tak jest nadal. Nie ma dnia, żeby dzieciaki nie wybiegały się na dworze. Czy jest mróz, czy błoto.

DSC_3441 by . output_0q6WSK by .

Szczepię

Wiem, że to kontrowersyjny temat, więc napiszę krótko – szczepię. Szczepię jednak według indywidualnego programu, z dużymi odstępami między szczepionkami. Byliśmy na spotkaniu z wojewódzkim konsultantem ds. szczepień, który ułożył indywidualny plan szczepień. 

DSC_3539 by . output_6dNvW3 by . DSC_3421 by .

Podaję suplementy apteczne i naturalne

Przez ostatnie lata podawałam dzieciom witaminy i inne cuda apteczne. Czy to działało? Tego nie wiem. Wiem jednak, że Witek musiał brać sterydy w trybie ciągłym przez kilka miesięcy, bo by nie wygrzebał się z chorób oddechowych. W tym roku postawiłam na bardzo minimalistyczną suplementację. Z rzeczy aptecznych dzieciaki dostają żywe kultury bakterii, gdzie ja wybieram tylko szczep Lactobacillus rhamnosus GG oraz witaminę D. Wiem, że na rynku jest coraz więcej produktów, zawierających ten szczep bakterii, ale ja mam sprawdzony #Dicoflor, polecony przez pediatrę. Suplement ten znajduje się w naszej apteczce praktycznie od narodzin dzieci. Wzbogacamy ich mikroflorę jelitową i kiedyś stosowaliśmy Dicoflor jedynie wspomagająco w czasie antybiotykoterapii czy podczas podróży. Teraz stosujemy częściej, szczególnie właśnie w okresie jesienno zimowym. I nie kombinujemy. Nasz wybór bakterii musi wynikać z jakości.

Na pewno nie muszę Wam pisać o tym, że w Polsce w okresie zimowym jesteśmy szczególnie narażeni na niedobory witaminy D. My dostajemy od lekarza taką na receptę, ponieważ jest w formie kropli (a nie jakichś żelków świecących w ciemności i innych cudów) i jest niedroga. Poza tym dzieciaki dostają również olej z czarnuszki (o którym już Wam pisałam), piją sok z malin (które sami zbieraliśmy latem na ogrodzie mojego dziadka) oraz syrop z mlecza (w maju przyrządziłam kilka słoiczków tego syropu z mniszków lekarskich zebranych na podwórku). Syropu z mlecza piją jedną łyżeczkę dziennie, a sok z malin traktujemy jak kompot. Dostają go czasem do posiłków. I to tyle. Mam jeszcze zrobiony sok z czarnego bzu, ale dzieci za nim nie przepadają.

dicoflor1 by .

dicoflor by .

dicoflor2 by .

Dbamy o zdrową, zróżnicowaną dietę. Na tyle, na ile to możliwe

Nie będę kłamać, że moje dzieci zajadają się jarmużem i nie wiedzą, co ro parówka. Ale staram się, aby ich dieta była urozmaicona. Nie każdy posiłek składa się ze zdrowych produktów, ale i nie każdy składa się z niezdrowych. Z Witkiem jest łatwo, bo jest wszystkożerny. Jasiek to trudniejszy egzemplarz. Jednak sama byłam ekstremalnym niejadkiem, więc doceniam wszystkie jego starania. Na podstawie własnych doświadczeń wiem również, że wcale nie tak łatwo wprowadzić dziecko w stan niedożywienia i nawet jeżeli wydaje się nam, że dziecko je mało albo nie je tego, co powinno, to większości przypadków rzeczywiście nam się wydaje (nie ma to przełożenia w wynikach badań laboratoryjnych). Jeśli jednak bardzo martwi Was dieta Waszych dzieci – śmiało zróbcie im badania.

DSC_3530 by . output_kYzxwF by .

Oczyszczam powietrze

To, że mieszkamy na wsi, nie znaczy, że powietrze u nas jest krystalicznie czyste. Co prawda my ogrzewamy dom pompą ciepła, ale na wsi jest wiele domów, które palą w piecach różnego rodzaju sklejkami czy śmieciami. Na szczęście mieszkamy na skraju wsi i po wyjściu na podwórko nie czuć tego smrodu, ale gdy wypuszczam się w głąb wsi, unoszący się smog i dym jest tak gryzący, że drapie mnie w gardle i łzawią oczy. Dlatego niestety, oczyszczacz powietrza to rzecz, która powinna teraz działać na pełnych obrotach w każdym domu. Często pytacie o nawilżacz. Jeżeli macie niską wilgotność powietrza w pomieszczeniu, nawilżajcie. U nas jest ona odpowiednia.

DSC_3446 by . DSC_3454 by . output_BGB7vV by .

Ubieram dzieci tak jak siebie

Jeżeli ja zakładam cienką kurtkę, to nie ubieram dzieci w zimowe kurtki. Jeżeli sobie nie zakładam czapki, to dzieciom tez nie. A czasem ubieram je lżej. Bo one biegają, więcej się ruszają. A przepocone, mokre dziecko i chłód na dworze to krótki przepis na przeziębienie.

DSC_3565 by . DSC_3566 by .

Nie boję się brudu. Boję się przesadnej higieny

Co prawda zawsze przed jedzeniem myjemy ręce i zawsze myjemy owoce czy warzywa, które będziemy jeść, ale nie boimy się brudu. Ja wiem, że są matki, które codziennie odkurzają. Podobno są też takie, które codziennie myją podłogę. U nas podłoga odkurzana i myta jest raz w tygodniu. Czasem rzadziej. Co prawda dzieciaki myją zęby dwa razy dziennie i ręce przed każdym posiłkiem, ale od małego pozwalałam im zjadać paprochy z podłogi, pozwalałam raczkować za kotem. Pozwalałam zjadać piasek w piaskownicy i wypijać wodę z wanny. No, może nie pozwalałam, ale dzieci z moich zakazów nic sobie nie robiły. Nie boję się brudnego dziecka. Nie boję się brudnego salonu, kuchni, nie boję się zostawienia bałaganu na następny dzień. A nawet i na kilka dni. Jest tyle fajniejszych rzeczy do zrobienia poza sprzątaniem.

DSC_3444 by .

DSC_3549 by . output_CKU58h by .

Wyluzowuję

Zauważyłam, że mój stres bardzo udziela się dzieciom. Zresztą udowodnione jest, że dzieci mają swego rodzaju mózgowe wifi, które dostraja się do naszego stanu emocjonalnego. Odkąd ja jestem spokojniejsza, dzieci również takie są. A nie wiem czy wiecie, ale stres także może zwiększać ryzyko zachorowań dzieci. Udowodniono, że może ją też obniżać brak snu, zmęczenie. Staramy się więc dbać o dobre samopoczucie naszych małych drani – dbamy o to, aby się wysypiali i mieli sporo czasu na wypoczynek oraz zabawę.


Wpis powstał przy współpracy z marką Dicoflor, bo #WybórWynikaZJakości

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *